Twoim jucznym osłem się stałem – zmaganie się z Benedyktem

Dzień taki jak dziś domaga się zwerbalizowania kilku ważnych myśli. Minęła godzina 20:00. Papież Benedykt XVI przestał być Namiestnikiem Chrystusowym choć pozostaje dla nas Benedyktem XVI,  emerytowanym papieżem .  Pierścień Rybaka, szczególny symbol sprawowanej przez niego posługi wobec Kościoła został zdjęty z jego palca i zniszczony przez kardynała kamerlinga. Jego resztki zostaną włożone wraz z nim do trumny kiedy nadejdzie czas jego przejścia z tego świata. Jak papież przeżył ten czas? Zapewne trwając w kaplicy przed Najświętszym Sakramentem. Ja tak się pożegnałem z nim i jego pontyfikatem kończąc właśnie Nieszpory w moim pięknym kościele parafialnym w Clonmel. A teraz nadszedł czas aby podzielić się refleksjami o tym pontyfikacie i jego wpływie na moje życie. Czynię to niejako w pierwszym miejscu dla siebie samego. Podobnie uczyniłem po śmierci Jana Pawła II w tekście „Odcisk Pierścienia Rybaka”  8 lat temu (pojawi się tu na stronie jego „przedruk” na kolejną rocznicę narodzin dla nieba w kwietniu br). Dobrze przejrzeć się we własnych myślach i wspomnieniach, szczególnie w takiej chwili. Gdyż wiadomo, życie pobiegnie swoim torem, historia zbawienia będzie toczyć się dalej i dalej będzie już inna perspektywa.

Zapoznanie z Ratzingerem

Pierścień Rybaka w ujęciu kamery podczas ostatniej modlitwy Anioł Pański 24.02.2013

Pierścień Rybaka w ujęciu kamery podczas ostatniej modlitwy Anioł Pański 24.02.2013

Pierwszy moment do jakiego sięgam pamięcią to rok 2002. Wyjechałem wtedy na rekolekcje powołaniowe do Czernej k/Krakowa aby w klasztorze karmelitów ugruntować i zmierzyć się ze swoją decyzją wstąpienia do Werbistów. Wtedy na posiłkach, jak przystało na monaster, duża część posiłku wypełniona była słuchaniem lektury. Wtedy właśnie była to świeżo wydana książka „Bóg i świat” – jeden z wywiadów-rzek, jaki kardynał udzielił Peterowi Seewaldowi, obecnie pracującemu nad biografią papieską w której będzie zawarty ostatni wywiad jaki udzielił mu końcem listopada 2012 roku. Nie pamiętam wiele z tej lektury, jedyny fragment jaki pozostał mi w pamięci to pytanie mało znaczące czy kardynał dopuszcza się małych kłamstewek każąc mówić w recepcji iż go nie ma, bo nie chce się akurat z nikim spotykać.

Później historia urywa się aż do 2005 roku. Konklawe i jego słynna homilia o wzburzonych falach jakie nacierają łódź Kościoła. Pamiętam, że wywarła na mnie wtedy wielkie wrażenie. Wtedy pierwszy raz usłyszałem w nim proroka. Kogoś kto wie „co tu tak naprawdę jest grane” (motyw ten wróci jeszcze później):

„Iluż powiewów nauki zaznaliśmy w ostatnich dziesięcioleciach, iluż ideologicznych prądów, ile sposobów myślenia? Łódeczka myśli wielu chrześcijan była nierzadko huśtana przez te fale ? miotana z jednej skrajności w drugą: od marksizmu do liberalizm aż po libertynizm; od kolektywizmu do radykalnego indywidualizmu; od ateizmu do niejasnego mistycyzmu religijnego; od agnostycyzmu po synkretyzm i tak dalej. Każdego dnia rodzą się nowe sekty i urzeczywistnia się to, co święty Paweł nazywa ?oszustwem ze strony ludzi i przebiegłością w sprowadzaniu na manowce fałszu? (por. Ef. 4,14). Posiadanie jasnej wiary, zgodnej z credo Kościoła, zostaje często zaszufladkowane jako fundamentalizm. A tymczasem relatywizm, to znaczy zdanie się na ?każdy powiew nauki?, zdaje się być jedyną postawą godną współczesności. Ustanawiany jest rodzaj dyktatury relatywizmu, która nie uznaje niczego za pewnik, a jedynym miernikiem ustanawia własne ja i jego zachcianki.” – kard. Ratzinger – 18 kwietnia 2005

A później był wtorek, przyszedłem do pokoju w seminarium gdzie mieliśmy spotkać się na refleksję biblijną i nikogo nie było, grała tylko radiowa „Trójka” i z niej zrozumiałem o co chodzi. Potem biegiem do sali telewizyjnej w seminarium, oczywiście była w komplecie kleryków wpatrzonych w telewizor;) I czekaliśmy… A jednak Ratzinger! Nie dowierzałem wtedy spekulacjom medialnym, że to może być on. Benedykt XVI… Czemu nie Jan Paweł III?! Wydawało się iż następca powinien być wierną kopią poprzednika. Szybko zacząłem dostrzegać iż jego styl jest inny.

Wracając z papieskiej Mszy w 2006 roku - Warszawa.

Wracając z papieskiej Mszy w 2006 roku – Warszawa.

Uczenie się Benedykta
Popłynęły pierwsze lata pontyfikatu. W miarę śledziłem co tam mniej więcej się dzieje, bez większego zaangażowania. Choć kiedy papież opublikował pierwszą encyklikę, zaraz ją przeczytałem. Nie ukrywam, że była dla mnie za trudna. Jako student 3 roku teologii tylko liznąłem tę myśl Benedykta. Było jeszcze spotkanie z Benedyktem w Warszawie podczas pielgrzymki w 2006 roku, które jednak wtedy nie odbiło się we mnie znaczącym echem. Nie ukrywam też, że odmienny styl Benedykta jakoś mnie nużył. Te ciuszki itd. Odbierałem go jako starca zatopionego w swoich własnych ideach, w pewnym sensie sentymentalistę przywiązanego do gronostajowych kożuszków. Pamiętam też wspominki w seminarium iż papież pozwoli znów, że „stara msza” będzie dostępna do odprawiania, ale nie wydało mi się to w ogóle istotne w tamtym czasie.
W między czasie wyleciałem na praktykę do Irlandii. Stanął przede mną zupełnie nowy Kościół, z zupełnie nowymi perspektywami. Zaściankowe i skostniałe polskie myślenie wydawało się reliktem wobec otwartości środowisk katolickich w których oscylowałem w tamtym czasie. Zresztą niektóre osobistości nie ukrywały swojej głębokiej rezerwy wobec tego pontyfikatu. Ja jako wciąż uczący się nowej rzeczywistości słuchałem, nie powiem, że bez krytycznie chłonąłem co mówiono, na pewno jednak nie pozostało to bez wpływu na moje postrzeganie rzeczywistości. Nie do tego stopnia jednak abym „przeszedł na tą stronę” w całości. Papież opublikował drugą encyklikę o nadzieli „Spe Salvi”, którą oczywiście od razu „połknąłem”. Tu już odkryłem jego głęboką myśl. Tekst ten mnie bardzo ubogacił i pokazał iż to na prawdę jest przenikliwy umysł. Punkt szczytowy jego myśli w niej zawarty jest dla mnie w słowach:

„Prawdziwym pasterzem jest Ten, który zna także drogę, która wiedzie przez dolinę śmierci; Ten, który nawet na drodze całkowitej samotności, na której nikt nie może mi towarzyszyć, idzie ze mną i prowadzi mnie, abym ją pokonał. On sam przeszedł tę drogę, zszedł do królestwa śmierci, a zwyciężywszy śmierć, powrócił stamtąd, aby teraz towarzyszyć nam i by dać nam pewność, że razem z Nim można tę drogę odnaleźć. ” – encyklika Spe Salvi nr.6

Pod koniec mojego pobytu w Irlandii, gdy już moje zmiany w postrzeganiu świata się dość pozmieniały, łącznie z dużą krytyką zacofania kościelnego ważnym tekstem był list tłumaczący biskupom dlaczego Benedykt zniósł ekskomunikę z biskupów Bractwa św.Piusa X. Sam problem wtedy zupełnie mnie nie interesował. Interesowało mnie, dlaczego biskupi na to tak zareagowali iż papież musi się tłumaczyć. Wydrukowałem sobie ten list i pamiętam moment czytania go: wtedy wracałem pociągiem ze studiów (studiowałem wtedy media) do Dublina czytając go. I znów zabrzmiał dla mnie jak prawdziwy prorok:

„Dzisiaj, gdy na rozległych obszarach Ziemi wierze grozi, że zgaśnie jak płomień, który nie jest już podsycany, najważniejszym priorytetem jest uobecnianie Boga w świecie i otwieranie ludziom dostępu do Boga. Nie do jakiegokolwiek boga, ale tego Boga, który mówił na Synaju; do tego Boga, którego oblicze rozpoznajemy w miłości, która daje się do końca (por. J 13,1) ? w Jezusie Chrystusie ukrzyżowanym i zmartwychwstałym. Prawdziwym problemem w obecnej chwili dziejowej jest to, że Bóg znika z horyzontu ludzi oraz, że wraz z gaśnięciem pochodzącego od Boga światła ludzkość traci orientację, a niszczące skutki tego procesu coraz bardziej stają się widoczne. ” – z listu  Benedykta XVI do biskupów Kościoła katolickiego dotyczącego zniesienia ekskomuniki czterech biskupów wyświęconych przez arcybiskupa Lefebvre?a

Przeczytanie tego, w kontekście moich doświadczeń irlandzkich i mojej zmiany perspektywy myślenia o Kościele i społeczeństwie, były znowu ważnym światłem. To są momenty szczególnego działania łaski Bożej. Znów Benedykt tłumaczył mi „co tu jest grane”. Tłumaczył mi rzeczywistość, której ja jeszcze nie rozumiałem.

Graniczny punkt

Jednakże kulminacyjny punkt wpływu Benedykta na moje życie miał dopiero nastąpić. Nie jest wielką tajemnicą, choć to fakt znany tylko moim najbliższym, że po powrocie z mojego irlandzkiego doświadczenia stanąłem na granicy odejścia z mojego zgromadzenia zakonnego i zrezygnowania z drogi do kapłaństwa. Był to ostatni finalny rok w którym miało się wszystko wyjaśnić. Rok przygotowania do ślubów wieczystych. Wróciłem z Zielone Wyspy z wieloma koncepcjami, krytycznie nastawiony do wielu rzeczywistości. A tu papież właśnie ogłaszał rok kapłański. I znów jego spisane słowa: List na rozpoczęcie roku kapłańskiego. Czytałem go jadąc w zatłoczonym pociągu do Wrocławia w upalny lipcowy dzień, w drodze na przygotowania do Przystanku Jezus 2009. Czytałem ten list, papieskie wspomnienie swojego pierwszego proboszcza jak był jeszcze wikarym na parafii, przykład św. Jana Vianyea itd. „Kapłaństwo” i „kapłan” przewijały się tam co któreś zdanie. Kapłaństwo, kapłaństwo – czemu to kapłaństwo?! Zmagałem się z jego wizją jak uparte dziecko nie chce się zgodzić na wizję przedstawioną przez rodzica. Jako, że rozumienie tej posługi bardzo mi się spłaszczyło przez minione 2 lata w Irlandii, to trochę to wszystko brzmiało jak z kosmosu. Ale jednak to był ważny bodziec. Tak jak cały ten rok kapłański. To w nim zapadła decyzja aby na zawsze całe swoje życie złączyć z misją Chrystusa w Kościele jako kapłan-misjonarz. Benedykt nie był jedynym, który miał wpływ na ten proces podjęcia tej decyzji, ale jego wpływ jest bardzo istotny. Podobnie jak Jan Paweł II w swoim wezwaniu na Światowych Dniach Młodzieży 2000, w czasie kończącej je Eucharystii, aby iść drogą życia konsekrowanego, miał wpływ na mój wybór tej drogi życia.

Nauczyciel

Ten gest jest bardzo charakterystyczny. Papież bardzo często tak czynił chcąc coś podkreślić w swoich słowach. Jak doskonały kaznodzieja i nauczyciel.

Ten gest jest bardzo charakterystyczny. Papież bardzo często tak czynił chcąc coś podkreślić w swoich słowach. Jak doskonały kaznodzieja i nauczyciel.

Przyjąłem święcenia kapłańskie za pontyfikatu Benedykta. Co więcej, jako że kapłaństwo i życie zakonno-misyjne musi być związane z tym iż powinieneś dać 100% Chrystusowi i Jego Kościołowi poświęcając swój czas, modlitwę i zdolności intelektualne na służbę, to i śluby wieczyste i święcenia wyznaczyły ten co prawda nie nowy – ale stały i życiowy tor. Perspektywa odpowiedzialności prezbiteriatu i wchodzenie w ten nowy świat powoli też zaczęła mnie zmieniać. I tu Benedykt stał się szczególnym nauczycielem. Coraz mniej jego słów przepuszczałem, szczególnie tych ważniejszych: listy apostolskie, pielgrzymki. Ale zacząłem też wracać wstecz do jego myśli jako kardynała. I z jego perspektywy zacząłem widzieć wiele rzeczy. Zaprzyjaźniłem się z jego sposobem refleksji, ponieważ zaczął bardzo odpowiadać i mojemu wewnętrznemu sposobowi patrzenia. Do tego stopnia iż zacząłem rozumieć i doświadczać iż „przyjaźń z koncepcją Benedykta” może sprawić iż w Kościele napotkasz opór.

Pamiętam długą rozmowę (już jako świeży neoprezbiter, będąc tu w Irlandii) z jednym z moich zaprzyjaźnionych księży, który aktywnie działa na rzecz Nowej Ewangelizacji. Nie było to starcie, choć on dość krytycznie patrzył na poczynania Benedykta, który wg niego niejako szedł odwrotnie do kierunku Jana Pawła II. Obaj chyba jednak zaczęliśmy rozumieć iż nasze drogi zaczynają się rozchodzić. Prawie jak Pawła i Barnaby w Dziejach Apostolskich. Takich „rozejść” myślę dokonało się w  więcej.

Benedykt i jego wcześniejsza kardynalska myśl, zaczęła mi wyjaśniać co tak na prawdę się stało przez minione 40 lat. Pomogła ustawić swoje priorytety odnośnie liturgii, katechezy itd.

Zacząłem też głosić katechezy na podstawie Katechizmu Kościoła Katolickiego i ku moim oczom zaczęła się wyłaniać przepiękna kompozycja, którą on bardzo mocno współtworzył i za którą odpowiadał. Myślę, że Katechizm to największe dziedzictwo dla mnie jakie on po sobie zostawia. Zacząłem się powoli wgryzać w myśl Ratzingera. Jestem dopiero na początku, staje się dla mnie jakoś nauczycielem – choć oczywiście nie znaczy to iż naśladowanie ma oznaczać wierne kopiowanie w myślach i czynach. Nauczyciel dzieli się swoją mądrością, ale uczniowie muszą odpowiedzialnie, zgodnie z powierzonymi sobie darami dalej iść swoją drogą. Tak też i ja widzę moje zgłębianie jego myśli. Choć mam świadomość iż podzielanie wielu jego poglądów, szczególnie w dziedzinie liturgii oznacza opozycję i niezrozumienie wśród wielu ludzi w Kościele, tak duchownych jak i świeckich. Tu też można uczyć się od niego, gdyż jak mówią Ci co go znają, nigdy krytycznie nie mówił publicznie nic złego o swoich największych teologicznych oponentach.

Po nieszporach na zakończenie 2012 roku.

Po nieszporach na zakończenie 2012 roku.

Ostatnie pożegnanie
W świadomości tego jak wiele Benedykt dla mnie znaczy bez wahania podjąłem decyzję iż chcę być w Rzymie w grudniu 2012 roku na spotkaniu Taize, kiedy tylko się o tej możliwości dowiedziałem. To były piękne dni. Wieczorne spotkanie z papieżem, nazajutrz Anioł Pański i w ostatni dzień roku. Wspólne nieszpory w Bazylice św.Piotra. To był dla mnie wielki dar i wzruszające chwile. Miałem świadomość iż raczej ostatni raz widzę Benedykta, ponieważ świadom byłem wieku papieża i sam widziałem na własne oczy iż bardzo słabnie…
Kończyły się nieszpory i krótka adoracja po której papież wyjeżdżał na platformie. byłem dość blisko i chciałem mieć jak najlepsze ujęcie, ale ciągle mi ktoś zasłaniał aparatem. W końcu, po zrobieniu kilku fotografii powiedziałem sobie „Zostaw to – zapamiętaj w sercu ten ostatni widok”. Odłożyłem więc aparat i pozwoliłem sobie aby papież przejechał bez mojego pstrykania. Pogarbiony i lekko uśmiechnięty w pontyfikalnym stroju przemierzał drogę do wyjścia. I taki pokorny i spokojny ale pełen wewnętrznej radości zapisał się w moich oczach. To spojrzenie zostanie ze mną do końca, bo to było ostatnie pożegnanie, za które bardzo Bogu dziękuję. Cieszę się, że nastąpiło w takim momencie mojego życia. W momencie kiedy już zacząłem dużo więcej rozumieć z tego co on chce pokazać przez swój pontyfikat.

Twoim jucznym osłem się stałem…

Na podróż do samolotu w dwie strony wziąłem książkę „Moje życie”. Jego prywatną autobiografię, którą napisał w latach 90-tych ale tylko dochodząc do czasu dotarcia do Rzymu. Czytałem ją już zaraz po wyborze w 2005, ale znów, jako młody kleryk, bardzo wielu rzeczy w niej zapisanych zwyczajnie nie zrozumiałem. Książka idealnie wystarczyła na podróż w dwie strony. Zbliżając się do Irlandii dotarłem do końca. A kardynał Ratzinger kończy ją piękną legendą związaną ze św. Korbianem i niedźwiedziem, porównując siebie samego do jucznego osła jakim się stał dla Pana. Zastanawia się wtedy pisząc:

„Ja również poniosłem mój bagaż do Rzymu i wędruję z nim już od dość dawna ulicami Wiecznego Miasta. Kiedy zostanę zwolniony , nie wiem, ale wiem, że również mnie to dotyczy  <<Twoim jucznym osłem się stałem i właśnie w ten sposób jestem blisko Ciebie>>”

Zamknąłem książkę. Patrząc przez ciemne okna samolotu zastanawiałem się jak to będzie: jak przyjmę wiadomość o śmierci papieża? Czy będzie długo cierpiał, a może umrze we śnie? Jednego byłem pewien, że już wie iż nigdy nie zostanie zwolniony z owego bagażu nałożonego mu przez Pana…
Aż tu nagle 11 lutego. Decyzja jak grom z jasnego nieba, jednak dość szybko w moim sercu pojawiła się spójność tej decyzji z wizją i relacją Ratzingera a potem Benedykta do Kościoła i Chrystusa  Kolejne dni przynosiły tylko kolejne puzzle do rozumienia tej układanki.

Papież modlący się przed krzyżem na spotkaniu z młodzieżą Taize - grudzień 2012.

Papież modlący się przed krzyżem na spotkaniu z młodzieżą Taize – grudzień 2012.

A kropka nad „i” to jego ostatnia lekcja jaką dał jako nauczyciel uczniom:

„Pozwólcie mi w tym miejscu raz jeszcze powrócić do 19 kwietnia 2005 roku. Powaga decyzji polegała właśnie na tym, że od tego momentu byłem już oddany zawsze i na zawsze Panu. Zawsze ? ten kto podejmuje posługę Piotrową nie ma już żadnej prywatności. Zawsze i całkowicie należy do wszystkich, do całego Kościoła. Jego życie jest, że tak powiem, całkowicie pozbawione sfery prywatnej. Mogłem doświadczyć, i doświadczam tego właśnie w tej chwili, że życie otrzymuje się właśnie wtedy, kiedy się je daje. Powiedziałem wcześniej, że wiele osób kochających Pana kocha również Następcę Świętego Piotra są doń przywiązani.

Papież ma rzeczywiście braci i siostry, synów i córki na całym świecie i czuje się bezpiecznie w ich wspólnocie, bo nie należy już do siebie samego, należy do wszystkich i wszyscy należą do niego. ?Zawsze? oznacza również ?na zawsze? ? nie można już powrócić do prywatności. Moja decyzja o rezygnacji z czynnego wypełniania posługi nie odwołuje tego. Nie powracam do życia prywatnego, do życia złożonego z podróży, spotkań, przyjęć, konferencji itd. Nie porzucam krzyża, lecz pozostaję w nowy sposób przy ukrzyżowanym Panu. Nie sprawuję już dłużej władzy nad Kościołem, lecz w posłudze modlitwy pozostaję, by tak rzec, w otoczeniu św. Piotra. Św. Benedykt, którego imię noszę jako Papież, będzie w tym dla mnie wielkim wzorem. On wskazał nam drogę życia, które czynne czy bierne, należy całkowicie do dzieła Boga.” Benedykt XVI ostatnia audiencja generalna

Pierwszy i jedyny Anioł Pański z Ojcem Świętym. Niedziela Świętej Rodziny - grudzień 2012

Pierwszy i jedyny Anioł Pański z Ojcem Świętym. Niedziela Świętej Rodziny – grudzień 2012

 

I właśnie dlatego wcale nie próbowałem powstrzymywać łez oglądając jego wylot z Rzymu. Dlaczego? Bo przecież biernie można oglądać odejście tylko kogoś dalekiego, z kim nie łączą nas żadne relacje.
Nie będę się rozpisywał o dziedzictwie Benedykta, kto chce znajdzie już całe tomy spisane a kolejne będą napisane niebawem. To co spisałem to jego dziedzictwo w moim osobistym życiu. On jako człowiek oddany nauczaniu, studiowaniu pisaniu książek, ma głęboką świadomość iż owoce rosną powoli. Odnowa Kościoła i zapał do głoszenia Ewangelii to rzeczy, które mozolnie rosną także w cierniach ludzkiej grzeszności, której mógł doświadczyć jako papież i z zewnątrz i od wewnątrz Kościoła.

Jan Paweł II chciał być posadzką po której inni będą chodzić. Benedykt stał się osłem dla Pana. Bo taka jest logika „głupstwa głoszenia Słowa”, przez które spodobało się Chrystusowi zbawiać świat.

28 lutego A.D. 2013

o. Bartłomiej Parys, SVD

 

Zdjęcie nagłówkowe, pierścienia, oraz z audiencji pochodzą z transmisji telewizji watykańskiej – wszelkie prawa zastrzeżone.

(2330)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *