Ashes to beauty

czyli o próbie nie zmarnowania ofiarowanej łaski…

 

 

Dublin, 6 lutego A.D. 2008

Ten czas który się właśnie rozpoczyna, jest jednym z najpiękniejszych jaki przeżywamy w ciągu roku w Kościele – oczywiście najpiękniejsza jest Wielkanoc i czas świętowania zwycięstwa Jezusa, ale nie można go przeżyć w pełni bez tego wcześniejszego…


Wielki Post od wielu lat, a szczególnie od czasu świadomego życia z Chrystusem taki jest dla mnie. Taki jest i dziś… U progu postu (a piszę tuż po północy w Ash Wednesday – po tutejszemu) chcę rozpocząć moją wędrówkę na pustynię jak kiedyś Izrael – pozwolę Ci także iść ze mną Drogi / Droga i co bym tam dalej nie dodać – bo to miejsce jest dla tych, którzy są dla mnie właśnie drodzy.

Postaram się każdego tygodnia postu coś tu zapisać, coś co będzie mnie dotykało w przeżywaniu tego świętego czasu przygotowania do Paschy Jezusa.

A dziś nieco o popiele… (bo taki tytuł – to dla tych co angielskiego nie znają na tyle).

U progu postu warto zadać sobie pytanie o mój życiowy popiół, coś co pozostało po pięknie przedmiotu – ten który spadł na Twoją głowę dziś jest resztką pięknej palmy, która rok temu witała Jezusa wjeżdżającego do Jerozolimy.

Ale chyba warto abym się zapytał o mój realny popiół w sercu…

Co jest we mnie spalone, jakie pragnienia, marzenia, oczekiwania strawił ogień – albo kto go podpalił kto spalił we mnie coś pięknego albo co sam spaliłem…?

 

Czy popiół tylko zostanie i zamęt,

Co idzie w przepaść z burzą – czy zostanie

Na dnie popiołu gwiaździsty dyjament,

Wiekuistego zwycięstwa zaranie!

 

Tak przed wiekami pisał Norwid… Nie łatwo do tego diamentu dotrzeć, nie łatwo…
Ale tytuł i inspiracja do zapisania tej kartki w notatniku nie przyszła wcale od Norwida. Ten fragment jego wiersza jest tylko paralelny do już bardzo współczesnej twórczości jednej z irlandzkich chrześcijańskich artystek, Kathryn Scott. W jednej z jej piosenek możemy usłyszeć:

 

 

Trade these ashes in for beauty

And wear forgiveness like a crown

Coming to kiss the feet of mercy

 

I lay every burden down

At the foot of the cross

U początku postu chcę zacząć przynosić Jezusowi moje wszystkie popioły, kłaść pod krzyżem – przyjąć uleczenie i przebaczenie – nie po wieszchu ale do głębi! Chcę po przejściu tej drogi 40 dni ubrać koronę przebaczenia całując stopy Miłosiernego a w ręce trzymając diament – Wiekuistego zwycięstwa zaranie!


Kiedyś w Asyżu odnalazłem taką piękną płaskorzeźbę, która przedstawiała Franciszka idącego krok w krok za Jezusem. Dwie postacie za sobą idące i obie niosły krzyże – jako że oddawała to co w tamtej chwili przeżywałem kupiłem ją – jest w moim domu rodzinnym. Zdjęcia nie zrobiłem – więc umieszczę inne obrazujące zachętę do drogi z cierpiącym Jezusem – ta figura znajduje się na starym cmentarzu w Dębicy (moim rodzinnym mieście) – spędziłem tam dziesiątki godzin na modlitwie i zawsze mnie to przedstawienie Jezusa fascynowało…

A więc Drogi mi czytelniku, zachęcam do ruszenia w drogę, nikt za Ciebie tego nie zrobi. Ruszaj nie z lęku przed sądem, rusz z tęsknoty za tym co próbujemy nieudolnie nazwać miłością… 

(511)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *