Jak grom z jasnego nieba – świadectwo

Powoli dobiega końca dzień życia konsekrowanego. Pierwszy raz od wstąpienia na tę drogę przeżyłem celebrację Mszy Świętej w ten dzień w mojej rodzinnej parafii skoro świt (a tak na prawdę to godzinę przed świtem :) ) gdyż resztę dnia byłem w drodze powrotnej do stolicy.

Czemu jednak to miało jakieś znaczenie, iż celebracja miała miejsce w mojej rodzinnej parafii?
Dlatego, że moje powołanie do Zgromadzenia Słowa Bożego (misjonarze werbiści) narodziło się właśnie w czasie Mszy Świętej w mojej rodzinnej parafii kilkanaście lat temu.
To jest głębsza i dłuższa historia (której nie sposób tu przywołać), o której zaświadczyłem w dzień moich prymicji w rodzinnej parafii.

 

Nigdy sobie sam bym nie wybierał tego zakonu, miałem inne na oku :) ale Pan Bóg przyszedł „jak grom z jasnego nieba” – potem było tylko upewnienie się, że nie są to emocje a rzeczywista Boża interwencja. Czas i fakty pokazały że tak było.

Dlatego dziś kontemplując przestrzeń mojego rodzinnego kościoła z zupełnie innej perspektywy w tym kontekście odbierałem słowo czytane dziś z księgi proroka Micheasza „Oto Ja wyślę anioła mego, aby przygotował drogę przede Mną, a potem nagle przybędzie do swej świątyni Pan, którego wy oczekujecie, i Anioł Przymierza, którego pragniecie” – przypomniało mi bowiem ów czas.sluby

Nie często piszę o powołaniu zakonnym jako takim, bo myślę, że łatwo tu wpaść w formę pewnego duchowego narcyzmu. Niech życie mówi samo za siebie. Często chyba też mało do niego dorastamy – ale Pan Bóg daje to zrozumieć chyba po to aby uświadomić, że z Niego ma być owa moc a nie z nas. Pomimo naszej grzeszności, ucieczek, kompromisów – On wciąż z nas nie rezygnuje – wyznaczając szczególne miejsce w planie zbawienia.

(920)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *