Początki drogi chrześcijańskiej.

Zawsze jest dla mnie wielkim przywilejem kiedy mogę celebrować chrzest święty jakiegoś dziecka. Nie zdarza się to zbyt często, bo też nie jestem przypisany do żadnej parafii, gdzie w większości takie rzeczy mają miejsce. I mimo, że jak uczy Kościół „sam Chrystus chrzci” a kapłan jest jedynie Jego narzędziem, to jakoś za każdym razem te dzieci we mnie zostają, bo zostałem zaproszony do początków ich życia duchowego i momentu zjednoczenia z Bogiem w Trójcy Świętej Jedynym.

Da Bóg, co bym się z nimi wszystkimi w niebie spotkał, i jak mówił św. Andrzej Kim Taegon, koreański kapłan i męczennik: „abyśmy dostawszy się do nieba, wspólnie mogli sobie nawzajem powinszować.”

Refleksja oczywiście na kanwie dzisiejszego chrztu, który pod Dublinem dane mi było celebrować w samo południe 

(560)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *