Góra złota

doszedłem na nią nie prosząc o to.
Już spieszę wyjaśnić, cóż to za góra złota. To nic innego jak znaczenie nazwy miejscowości Coripata (z języka ajmara bodajże) w której spędziłem ostatnie ponad 3 tygodnie. Dziś popołudniu opuszczam ją i już tu nie wrócę. Postanowiłem więc, jak mam to w zwyczaju, dokonać małych podsumowań.

Kiedy po kilkugodzinnej podróży w niedzielny sierpniowy poranek docieraliśmy  już prawie do celu odezwałem się do Mariusza (na którego zaproszenie przyjechałem kręcić film  o jego pracy misyjnej), który zajęty był prowadzeniem auta po wyboistej drodze:

-Musisz mieć wtyki u św. Arnolda (naszego Założyciela) że udało się ten projekt dopiąć.

– Szczerze powiedziawszy to też myślałem, że nic z tego nie wyjdzie – rzucił Mariusz.

SONY DSC

Wymieniliśmy się więc swoimi super-optymistycznymi wrażeniami :) Prawdą bowiem jest, że kiedy Mariusz końcem zeszłego roku zaproponował mi przylot i nakręcenie filmu o pracy tutaj, to podszedłem do tego bez zbytniego polotu. Pomyślałem sobie, że będzie co ma być. Poprosiłem innych o modlitwę w tej sprawie i zostawiłem bieg rzeczy samemu sobie, robiąc jedynie to co było potrzebne: załatwiając dokumenty, rozmawiając z przełożonymi, organizując sprzęt. W dziwny jednak sposób te wszystkie klocki zaczęły pasować do siebie i tak okazało się, że jednak droga wolna, wszystko gotowe. Zapraszamy do Boliwii! :)

Nigdy mnie nie ciągnęło do Ameryki Łacińskiej. To był pierwszy kontynent, który wykreśliłem z możliwych celów pracy jeszcze za czasów kleryckich (pod koniec formacji seminaryjnej wyraża się swoje pragnienia pracy misyjnej w oficjalny sposób na piśmie przełożonym dostając przeznaczenie od ojca generała przed ślubami wieczystymi) i nigdy bym nie przypuszczał, że znajdę się po tej części ziemskiego globu.

Niebawem żegnam się z Boliwią. Jakbym podsumował ten czas? Na pewno jako czas wielkiego ubogacenia. Wiadomo, jak mówi stare powiedzenie: podróże kształcą. Popiera to również Pismo Święte w księdze Syracha:

„Mąż, który podróżował, zna wiele rzeczy i mądrze przemawiać będzie, kto ma wielkie doświadczenie. Kto nie ma doświadczenia, wie mało, a ten, kto podróżował, wzbogacił swą roztropność.  Wiele widziałem w moich podróżach i więcej wiem, niż wypowiedzieć potrafię. „

Pouczające było zobaczyć kraj o innej niż europejska kulturze. Doświadczyć innego klimatu wiary, myślenia, meteorologicznego klimatu nie wykluczając;)

Oczywiście nie mogę powiedzieć, że zobaczyłem Boliwię. Byłem tylko w paru miejscach a w większości na prowincji „zabitej dechami”. Ale przez to moje przeżycie nie jest turystyczne, bo nie taki był zamiar mojego przybycia do Boliwii. Ten miesiąc dał mi ciekawą perspektywę i odpoczynek  od Irlandzkiego kociołka, choć tu pracy nie brakowało, była jednak inna.

Jednocześnie umocniłem się  w przekonaniu, że dobrze rozeznałem wolę Bożą twierdząc, że powołany jestem aby przezywać swoje powołanie misyjne w zachodnim świecie myślowym.
Wiele nasłuchałem się od moich współbraci, o sytuacji panującej tutaj:  trudnościach pracy misyjnej, o dramatach ludzkich, o rozwiązłości, rozbitych rodzinach, myśleniu, które sprawia, że ten kraj stoi w miejscu często jedynie z powodu małej przedsiębiorczości i „lekkiego ducha” jego mieszkańców.

SONY DSC

Czy to wszystko odbiera nadzieję? Nie, wskazuje jednak, że tak jak w każdym przypadku, potrzeba codziennej wierności swojemu powołaniu, gotowości na życie bez doświadczania owoców swojej pracy. Znaczy się, doskonała przestrzeń na uczenie się chodzenie w ciemnościach wiary. I jeśli trzeba się o coś modlić dla misjonarzy, to poza tym aby mieli środki do życia, na pierwszym miejscu trzeba modlić się o to aby pozostali ludźmi wiary. Takiej jak Abraham i Maryja.

A jeśli już o Maryi mowa, to mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że Ona ma jakiś plan wobec tego filmu. Zbyt wiele znaków Jej cichej obecności w liturgii doświadczaliśmy w tych dniach abym mógł mieć wątpliwości.

Wciąż mój pobyt w Boliwii jest dla mnie jak sen, którego sam by sobie nie przyśnił. Przecież nasz Bóg jest Bogiem niespodzianek! Zabieram ze sobą stąd wiele przeżyć, tylko garstkę z nich wyrażałem przez sieć na FB czy Tweeterze.

Zabieram proste i piękne twarze ludzi i ich co kawałek wypowiadane w zdaniach „padre” (na marginesie podoba mi się latynowska wersja mojego imienia „padre Bartolomé” (z akcentem na ostatnie e!) – to brzmi dumnie ;)

lamyCorpiata nie da mi o sobie szybko zapomnieć, teraz będą mnie czekały dziesiątki/setki godzin przed monitorem z kubkiem herbaty w ręku i żmudne szlifowanie tego co udało nam się tu zebrać. Ale nie tylko z tego powodu parafia Coripata (która terytorialnie jak 20 polskich parafii) pozostanie w mojej pamięci. Nie powinno się przeżywać życia misyjnego tak, aby nie zabierać ze sobą spotkanych ludzi. Oni przecież wszyscy są dani przez Boga aby ich spotkać, bo to On nas wysyła w misję. Na pewno więc ta ziemia pozostanie na stałe w moich modlitwach, choć posługiwanie na tych terenach nie jest wolą Bożą wobec mnie, to namacalne doświadczenie tej rzeczywistości wiąże duchowo przed Panem Bogiem w pewien sposób.

Dzięki Ci Panie, za zaproszenie i ukazanie kolejnego miejsca, gdzie Ty prowadzisz historię zbawiania ludzi!

A jeśli ktoś jeszcze nie widział kroniki z projektu, zapraszam do prodróży w czasie ;) (po kliknięciu na zdjęcie pokaże się opis)

(924)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *