Kwiaty wśród skał. O charyzmacie KWC poza granicami Polski

Tekst napisany dla pisma „Eleuteria" nr 3/2026.

Przez ostatnie miesiące chodzi za mną obraz, który zaistniał podczas moich prywatnych rekolekcji, odprawianych na starożytnej wyspie Iona -- miejscu świętych mocarzy chrześcijaństwa celtyckiego. Chodząc po skalistym klifie wpadającym do oceanu, pośród skał, zobaczyłem mały kwiatek, samotnie przebijający się przez nie. Kilkaset metrów w głąb lądu było takich kwiatków tysiące, a ten był jedyny. Zadałem sobie pytanie: czy ten kwiatek rośnie tu zgodnie z naturą, czy może wbrew niej?

Kwiat przebijający się przez skały

rys. Zuzanna Rataj

To też dobry obraz wyjściowy do rozważań na temat obecności środowiska Krucjaty Wyzwolenia Człowieka poza granicami Polski. Bowiem w swojej genezie i założeniach KWC miała być ruchem masowym obejmującym rzesze ludzi. Nie ma tu czasu ani miejsca na rozważania dotyczące tego, na ile się ono zrealizowało i czy na obecnym etapie to dzieło powinno podtrzymywać pierwotne „liczebne" założenie jako istotę swojego trwania.

Natomiast jedno jest pewne: rozwój i „rozsiewanie" charyzmatu poza Polską, jakie niesie Krucjata, są tego pierwotnego, masowego, założycielskiego spojrzenia pozbawione, a mimo to Duch wciąż powołuje nowe osoby, które w tym wezwaniu odkrywają piękno i moc dla własnego życia.

Sam osobiście uczyłem się tych dróg Ducha w Irlandii. Po kilku latach rozwoju Ruchu Światło-Życie na wyspie narodziła się wizja powstania diakonii modlitwy, która dość szybko zadomowiła się na pewien czas w naszym werbistowskim domu. Jakież było moje zaskoczenie, gdy praktycznie z miesiąca na miesiąc na przygotowane wcześniej spotkanie diakonii i „scenariusz" modlitwy oraz nauczania, raz po raz ktoś przychodził (niekiedy przemierzając naprawdę wielkie odległości) i mówił „że on dziś chce złożyć deklarację KWC". I nie oznaczało to że ta osoba była jakoś związana z Ruchem. Wtedy na szybko trzeba było przebudować scenariusz tak, aby zmieściło się małe nabożeństwo KWC z symbolem złożenia deklaracji wobec wspólnoty. To nie były przypadki -- to były inspiracje od Ducha, ukazujące, że On wzywa poszczególne osoby do dzieła. On wie, dlaczego zwołuje swoich wybranych, mimo że my tego jeszcze nie rozumiemy.

Doświadczenie KWC za granicą pozwala nam dostrzec aspekt, który w Polsce może wydawać się niewidoczny. Wydaje się, że dla bardzo wielu ludzi zaangażowanych w KWC w Polsce to jeden z dodatkowych wymiarów bycia w Kościele, mimo różnych przynależności. W Irlandii spotkałem osoby, które dołączyły, ponieważ chciały zdobyć doświadczenie przynależności do wspólnoty. Wspólnotę, którą choć łączy jeden wspólny znak modlitwy i abstynencji, nie zajmuje bardzo codzienność wydarzeniami, spotkaniami i zobowiązaniami, a mimo to daje poczucie, że nie jest się samotnym.

Te małe grupki, a nawet poszczególne osoby, niczym kwiatki wśród skał, być może pomagają lepiej dostrzec owe „detale" dzieła albo nawet odkryć nowe wymiary. Zdecydowanie pomagają w aktualizacji tego charyzmatu wyzwolenia, a także uczą, że powinien być on stale kontekstualizowany. Np. my w Irlandii mamy naszych irlandzkich patronów naszego dzieła (pośród których jest święty biskup -- abstynent -- św. Olvier Plunckett) a np. KWC w Kanadzie gromadzi się wokół męczenników kanadyjskich.

W pewnym sensie te małe środowiska mogą być zaczynem nowego języka, jakim powinno się posługiwać nasze Dzieło. Sporo bowiem z pierwotnego nazewnictwa i wyrażenia rzeczywistości w innych kulturach jest zupełnie nieczytelne, co nie znaczy, że samo Dzieło (co wskazałem powyżej) nie ma racji bytu.

Niech więc te małe „kwiaty wyzwolenia", które Duch rozsiewa po świecie, będą dla nas radością i wezwaniem do ciągle stałej odpowiedzi miłości dawanej wraz z Niepokalaną pod krzyżem Chrystusa.

o. Bartłomiej Parys, SVD

← Wróć do biblioteki