Objazd prymicyjny - dzień I i II

Urok bycia neoprezbiterem werbistą polega na tym, że w przeciwieństwie do "zwyczajnego księdza" po święceniach mamy możliwość dzielenia się tym darem przez dłuższy czas, gdyż przez prawie miesiąc jeździmy po naszych werbistowskich parafiach, domach zakonnych, domach sióstr naszej rodziny zakonnej oraz naszych rodzinnych parafiach i dzielimy się naszą radością kapłaństwa i błogosławieństwem. Aby przybliżyć co będzie miało miejsce w tym czasie postanowiłem pisać "dziennik pokładowy z trasy" ;)

 

Dzień I to oczywiście inauguracja naszej kapłańskiej posługi, dane mi było przewodniczyć Eucharystii koncelebrowanej, gdyż przez dwa ostatnie lata byłem tzw. seniorem kursu. Z tego wydarzenia więcej będziecie mogli zobaczyć już niebawem gdyż jest pełna, oficjalna fotogaleria w przygotowaniu. Ta Eucharystia zakończyła oficjalnie nasz pobyt w seminarium, był to także czas na podsumowania i dokonanie pewnych duchowych rozliczeń a wieczorem dziękczynienie dla chłopaków za ich trud wniesiony w przygotowanie wszystkich spraw związanych ze święceniami.

 

U sióstr katarzynek

Dzień II - rozpoczęliśmy bardzo wcześnie już po 6 wyjeżdżając do Braniewa (ok 30 km od Pieniężna). Pojechaliśmy do klasztoru sióstr katarzynek. W tym miejscu spędziliśmy nasze rekolekcje przed święceniami kapłańskimi, a był to rzeczywiście nasz Wieczernik. Wybraliśmy się podziękować siostrom za ten czas dzieląc się tym co mamy - darem sprawowania Eucharystii i naszym kapłańskim błogosławieństwem (jedyne zdjęcie jakie siostra nowicjuszka na tej mszy zrobiła właśnie załączam).

Nasza dalsza podróż miała za cel Białystok, po szybkim przepakowaniu się w Pieniężnie, rozpoczęła się od ważnego - symbolicznego wręcz wydarzenia. Jadąc do Olsztyna, trasą którą przemierzaliśmy dziesiątki razy trafiliśmy na korek - co oczywiście na tamtejszej obwodnicy było czymś niespotykanym. Okazało się, że to wypadek (tu więcej o wydarzeniu:http://dywity.wm.pl/49635,Karambol-pod-Sprecowem-Jedna-osoba-nie-zyje-FILM-I-ZDJECIA.html ). W pierwszym momencie odruch, że trzeba szybko znaleźć objazd. Ale potem przyszła refleksja, że przecież być może potrzeba tam księdza. Podjechaliśmy w dogodne miejsce zabraliśmy potrzebne rzeczy (na szczęście o oleje dla siebie zadbałem już jako diakon). Podbiegliśmy pod wraki informując że jesteśmy księżmi - okazało się, że już ksiądz był. Choć to były pierwsze minuty po wypadku bo nawet nie było jeszcze ani policji ani straży. Podeszliśmy pod wrak jednego z samochodów, w którym było przykryte ciało mężczyzny - kierowcy, pomodliliśmy się a potem ruszyliśmy dalej, gdyż i tak nic więcej już nie mogliśmy zrobić a ludzi było dostatecznie dużo. Ale to wydarzenie było bardzo symboliczne, namacalnie do nas dotarła ta inna świadomość, że być może w tym miejscu i czasie nie jesteśmy przypadkowo. że może nasza obecność w miejscu wypadku to łaska Pana Boga dla kogoś na godzinę śmierci aby odszedł zaopatrzony sakramentami

świętymi. Zresztą - nas tam nie powinno teoretycznie być, dziś mieliśmy być jeszcze w Pieniężnie a nie w trasie, jechaliśmy tam tylko przez błędnie podaną datę parafianom naszych prymicji w naszej parafii k/Białegostoku. Ten mocny akcent objazdu ustawił nas myślę dobrze duchowo i akcentując rzeczywistość w którą wchodzimy  - odtąd bowiem bycie przy śmierci będzie czymś coraz częstszym...

Na szczęście dalsza podróż do naszej parafii przebiegła pomyślnie i wieczorem celebrowaliśmy ciągle budującym się kościele Eucharystię.

A jutro z rana ruszamy w drogę do Krynicy Morskiej.

← Wróć do biblioteki