Przystankowe świadectwa 2004-2007
Zbiór moich relacji z Przystanków Jezus od 2004 do 2007.
Na kolejnych postronach znajdują się świadectwa, były one zapisywane jako pewne pragnienie serca, które pragnęło opowiadać o żywym Bogu i Jego nieustannym działaniu:
Ci którzy wchodzili na moją stronę na przełomie lipca i sierpnia br. nie mogli nie zauważyć informacji o ewangelizacji na Przystanku Woodstock. Wtedy też pisałem, że po powrocie z wakacji postaram się zamieścić relację. Z wakacji wróciłem, więc czas pozbierać myśli o tym co się wydarzyło... Wielu znajomych pytało mnie ?No i jak było na Woodstocku??, a ja nie potrafiłem odpowiedzieć w jednym zdaniu, a odpowiedź: ?Spoko!?, ?Fajnie!? czy coś w tym stylu nie jest przecież zadowalająca. Więc relację tę piszę w pierwszym miejscu dla siebie samego, żeby sobie poukładać to w czym dane mi było uczestniczyć, co mogłem zobaczyć i czego doświadczyć...
Ile cudów uczyniłeś dla nas, ile planów w których Tobie nie dorówna nikt!
Zacznijmy od początku, czyli dlaczego w ogóle chciałem jechać tam do Kostrzynia...? Zaczęło się wszystko ponad dwa lata temu na wiosnę 2002 kiedy w czasie Namiotu Spotkania (forma medytacji praktykowana w Ruchu Światło-Życie) podczas rozważania fragmentu któregoś z listów Pawłowych odczułem bardzo wyraźnie że Jezus chce abym pojechał na Przystanek Jezus 2002 do Żar (od zaistnienia tej inicjatywy w 1998 roku, interesowałem się nią), i udało się to. Tamten Przystanek, różnych od innych (własny namiot, scena, koncerty, był też najliczniejszy w dotychczasowej historii) był dla mnie ogromnym przeżyciem i już wtedy zrodziło się w moim sercu pragnienie aby jeszcze tu przyjechać... No, ale krótko po Przystanku czekały mnie duże zmiany życiowe związane z rozpoczęciem życia w Zgromadzeniu. Jednak to doświadczenie pozostało i jakoś żyło we mnie. Miałem świadomość, że najwcześniej uda mi się pojechać właśnie w roku 2004 (w nowicjacie taki wyjazd jest niemożliwy). Jednak żywo interesowałem Inicjatywą odbywającą się w Żarach w 2003 r. a Pan dawał mi znaki że chce abym się w nią angażował w przyszłości. I tak życie posuwało się do przodu... Przyszła wiosna 2004 i trzeba było rozpocząć przygotowania. Z Pieniężna miało nas początkowo jechać większa grupka, ostatecznie pojechało nas dwóch. Kiedy z moim współbratem Andrzejem planowaliśmy wyjazd, byliśmy przygotowani na to, że może będziemy musieli pojechać na PJ w czasie własnych wakacji. Było dla nas dużą radością kiedy od przełożonych otrzymaliśmy kilka dodatkowych dni na wyjazd ? dla mnie był to znak Bożego błogosławieństwa.
Wstań, wstań ? nie lękaj się, zrób ten krok On wyzwoli Cię!
I tak 26 lipca rano ruszyliśmy w drogę do Kostrzyna. Według starej tradycji wziąłem jakąś Dobrą Muzykę w podróż. Słuchając szczególnie płyty ?Generation X? Houka tak sobie myślałem co też Pan przygotował dla nas... W końcu dotarliśmy na miejsce pod kościół NMP Matki Kościoła w Kostrzyniu. Załatwiliśmy formalności rejstracyjne, rozbiliśmy namiot i w końcu przyszedł czas na Eucharystię... Gdy tylko wszedłem do kościoła i zacząłem się modlić od razu uświadomiłem sobie, że to wielka łaska tu być. Kilka znajomych osób miało pragnienie przyjazdu ale tak się złożyło, że w końcu nie mogło przybyć. Ksiądz biskup Edward jak zawsze rozpoczął mocnymi słowami: o przygotowaniu serca, o oczyszczeniu go. Do mnie też dotarło, że muszę podjąć najpierw wysiłek nawracania się, przede wszystkim z pychy serca aby móc szczerze mówić z innymi o Bogu i zbawieniu jakiego dokonał Jezus. Miałem w świadomości słowa Jana Pawła II z encykliki Redemptoris Missio poświęconej ewangelizacji: ?Nie możemy przepowiadać nawrócenia, jeżeli my sami nie nawracamy się każdego dnia? [RM 47]. To moje przekonanie Pan potwierdził nazajutrz rano, kiedy przyszedłem aby pomedytować nad słowem Bożym nim rozpoczną się modlitwy poranne. Zacząłem rozważać słowa z czytań liturgicznych. Pierwsze było z księgi Jeremiasza i w nim właśnie Pan wskazał mi co najpierw muszę uczynić nim czegokolwiek się podejmę. Oto fragment słowa: ?Dlatego to mówi Pan: Jeśli się nawrócisz, dozwolę, byś znów stanął przede Mną. Jeśli zaś będziesz wykonywać to, co szlachetne, bez jakiejkolwiek podłości, będziesz jakby moimi ustami.? [Jr 15,19]
I te pierwsze dwa dni to były dni odnowy wewnętrznej. Wspólna modlitwa z siostrami i braćmi ? oddawanie chwały Panu, celebrowanie Eucharystii. Wszystko to było czasem otwierania swojego serca na Ducha Świętego. Jednym z moich najważniejszych doświadczeń tego czasu to prawda o niesamowitej mocy która płynie z uwielbienia Imienia Pana oraz doświadczenie w jego czasie jak gorąca i głęboka jest miłość Jezusa do każdego człowieka. O takiej miłości która przewyższa wszelką wiedzę mówi św. Paweł (Ef 3,19). Mam głęboką świadomość, że bez żywego i szczerego uwielbienia Pana nigdy nie mielibyśmy odwagi iść do ludzi z Woodstocku.
W środę 28 lipca po południu ruszyliśmy na pole woodstockowe. Wcześniej, na zakończenie Eucharystii, każdy otrzymał indywidualne kapłańskie błogosławieństwo na czas ewangelizacji. Po kilku kilometrowym marszu dotarliśmy na miejsce i rozbiliśmy się na tyłach byłego poligonu na którym odbywał się Przystanek. Szybkie rozmieszczenie ?ludu? i oficjalne rozpoczęcie ewangelizacji poświęceniem krzyża przez księdza biskupa a potem tradycyjna już pieśń: ?Jezus zwyciężył! To wykonało się! Szatan pokonany, Jezus jest Panem! Alleluja! On jest Panem ziemi tej!?. I trzeba było wyruszyć drogę do serca człowieka...
?Diabeł jak lew ryczący krąży.... Mocni w wierze, przeciwstawcie się jemu!? [1 P 5,8-9]
Mam bardzo wyraźnie w pamięci nasze pierwsze wyjście. Poszliśmy z Andrzejem zaraz po ujściu kilkudziesięciu metrów od naszej wioski zauważyło nas dwóch pijanych chłopaków w ?metalowych? koszulkach. Gdy nas zobaczyli, zaczęli krzyczeć na nas: ?szatany!? i coś tam jeszcze, już nie pamiętam dokładnie co. Ale krzyczeli głośno i trochę przeraźliwie. I ogólnie to pierwsze wieczorne wyjście było nacechowane dość negatywnym odbiorem naszej obecności. Wyjątkiem były dwie dziewczyny, które gdy nas zobaczyły ? przybiegły i spytały ?Jesteście już? Gdzie jesteście rozłożeni??, to był znak nadziei - są ludzie którzy na nas czekają...
Po powrocie jeszcze tylko Apel Jasnogóski i wieczorne uwielbienie przy krzyżu. Ksiądz dowodzący na polu dodawał nadziei: ?Teraz jest wiele okazji aby się bać. Nie bójcie się!? Kiedy jeszcze na przystanku myślałem sobie o naszym pierwszym wyjściu to doszedłem do wniosku, że to wszystko co nas spotkało, to było właśnie ryczenie szatana, aby nas przestraszyć. I ku mojemu zdziwieniu kiedy po powrocie do Pieniężna rozmawiałem z jednym ze współbraci którzy byli w ubiegłych latach na PJ to też opowiadał o swoim pierwszym wyjściu, i miał podobne przeżycia ? najwięcej agresji spotkało go na początku.
Zostać dealerem.... Dobrej Nowiny!
Od czwartku ruszyliśmy ?pełną parą?. Dzień zaczynaliśmy pielgrzymką do Kostrzyna, na poranne uwielbienie i śniadanie potem znów na pole i pod wieczór powrót na coś do zjedzenia i Eucharystię i ... znów na pole ;). To tak ramowo. Od czwartku zaczęliśmy chodzić w innych ?parach?: ?świecko-duchownych?, tak chyba było lepiej...
No i zaczęły się rozmowy, od prostych i banalnych do bardzo ważnych, rzekł bym: egzystencjalnych. W któryś dzień, bodajże na jutrzni ks. Artur Godnarski (jeden z ?dowódców? ;) na PJ) w homilii mówił, że na pewno nosimy już w naszym sercu imiona osób które spotkaliśmy. Wtedy w duchu mu przytaknąłem. Miałem taki zwyczaj w czasie ewangelizacji, że każde spotkanie z drugim człowiekiem starałem się rozpoczynać od pytania o jego imię. Niektórzy nie chcieli aby do nich mówić po imieniu, woleli ksywy, innych bardzo dziwiło, że w ogóle zadaję takie pytanie. Wydaje mi się, że ludzie uciekają czasem od swego imienia, bo uciekają od samych siebie. Wolą ksywę, która jakby mówiła o innym życiu a nie konkretnego: Jacka, Łukasza, Piotrka, Adama, Marcina, Damiana. Wymieniłem te imiona, bo to są właśnie osoby które w mojej pamięci i moim sercu najbardziej się wyryły... Może podzielę się z Tobą spotkaniami z niektórymi z nich...
?No ale powiedz mi: czy ty na prawdę wierzysz? Całym sobą??
To była noc z czwartku na piątek. Miałem wtedy nocny dyżur na polu i przypadło mi w udziale pilnowanie krzyża. I gdzieś tak ok północy przyszło dwóch chłopaków, dość rosłych z browarami pod pachą. I nawiązała się krótka rozmowa, która przerodziła się w około dwugodzinną dość poważną rozmowę. Byli to ludzie, którzy wcześniej mieli bliżej do czynienia z ?ludźmi Kościoła? bo byli lektorami, ale odrzucili Kościół, a jeden z nich nawet negował istnienie Boga. Byli poranieni przez różne doświadczenia życiowe. Ale szczegóły tej rozmowy nie są tu istotne. Chciałem się tylko podzielić jednym momentem który mnie bardzo poruszył. Jeden z nich,\ Piotrek (nosił ksywę ?szatan? i nie chciał powiedzieć swego imienia, ale ostatecznie powiedział), kiedy rozmawiałem już rozmawiałem z nim dość długo, zapytał się mnie: ?Ale powiedz mi, czy ty k..... naprawdę wierzysz? Całym sobą??. To pytanie zadał mi dwukrotnie. Chyba na zawsze zapamiętam jego wzrok kiedy o to pytał. Jestem przekonany, że jego pytanie dosięgało samych fundamentów jego egzystencji. Tak sobie teraz myślę, że my ?wierzący i praktykujący? często przechodzimy nad zagadnieniem naszej wiary ?tak sobie?, podczas gdy dla innych jest to niesamowicie poważny egzystencjalny problem...
Nasza ostatnia wyprawa ewangelizacyja w sobotnie popołudnie, utrwalona dzięki niejakiej Kaśce z Wrocławia.
Drugie spotkanie, miało miejsce obok ?Pokojowej wioski kryszny?. Było to w ciągu dnia. Byłem pochodzić po polu z jedną z dziewczyn z PJ, która szukała kogoś ?do pary?. I tak po jakiejś godzinie chodzenia mieliśmy tę rozmowę. Na początku było to dwóch chłopaków, ale jeden z nich wyskoczył po browar dla nich i nie było go prawie przez cały czas naszej rozmowy z Łukaszem ? drugim z nich. Nieobecność jego kumpla dała bardzo dobrą sposobność do bardzo szczerej rozmowy (jestem przekonany, że to nie przypadek, bo kiedy kończyliśmy rozmowę, akurat to dopiero wrócił ten kumpel...). Łukasz należał kiedyś do oazy, również stał się niewierzącym, sam chciał decydować o swoim życiu. Ale w całej tej naszej rozmowie były dla niego, jak mi się wydaje, dwa odkrycia: pierwsze to prawda że Bóg szuka grzesznika aby go uratować ? zbawić. Kiedy pojawiło się tego typu stwierdzenie, usłyszałem odpowiedź: ?Stary, co ty mi mówisz? To jest chrześcijaństwo? Moja babcia zawsze mówiła mi co innego! Są dobrzy i źli ? jedni pójdą do nieba a drudzy do piekła?. Drugim zdziwieniem była prawda o ludzkiej wolności dzięki której możemy opowiedzieć się za, lub przeciw Bogu ? nawet w ostatecznej chwili wyboru jakim jest nasza śmierć, nawet wtedy, kiedy mamy poznanie jak niesamowitą Miłością jest Bóg, nadal mamy wybór ? ?tak? lub ?nie?... ?Aż tak jestem wolny?? - w jego głosie wyczuwało się, że jest tym bardzo zdumiony jak dalece Bóg pozostawił nam wybór.
Z uporem szukam dobra w człowieku...
To parafraza słów Guya Gilberta, ?księdza od bandziorów? pracującego we Francji z ludźmi tzw. Marginesu. Jak sam mówi o sobie: ?Żyję w najtrudniejszym ze światów?. Ksiądz biskup w tym roku wielokrotnie stawiał go za przykład, bo jak mówił: ?W Europie nie ma lepszego wzoru ewangelizacji?. I tak mogę powiedzieć o tych spotkaniach z ludźmi z Woodstocku ? to było szukanie dobra w człowieku.
Wkurza mnie generalizacja, że na Woodstocku jest sama ?dzicz? i dewiacje. Oczywiście, że nie zgadzam się z wieloma rzeczami, które się tam dzieją, jest tam wiele grzechu, wiele spraw na które gdy się patrzy to człowiek smutnieje. Ale nie można mówić, że wszyscy którzy tam przyjeżdżają to ?ta gorsza część młodzieży?. Wielu naprawdę okazywało nam wiele życzliwości. Często są to jak mówił kiedyś Maleo ?owce w wilczej skórze? - nie należy ich się bać. Z wielu przyczyn zachowują się tak jak się zachowują, my nie znamy ich życia, bardzo często naznaczonym wieloma ranami i brakiem miłości.
Przez cały czas Przystanku starałem się patrzeć na nich tak jak by Jezus na nich patrzył gdyby chodził po ziemi. I doświadczałem tego że ON nam w tym błogosławi, bo przecież chce każdego przygarnąć do swego Serca...
Oto Kościele jest czas abyś powstał i głosił: Jezus nasz Odkupiciel i Pan!
Doświadczenie Przystanku, to również doświadczenie żywej wiary wspólnoty Kościoła. Na pewno ta inicjatywa jest wyjątkowa w skali Polski, myślę że również w skali europejskiej. Powiem szczerze, sam doświadczyłem łaski odnowy wiary i zapału ewangelizacyjnego. Wiem, że to łaska od Boga, ale posługiwał się On ludźmi. Naprawdę byłem bardzo uradowany, widząc tylu młodych którym naprawdę zależy na tym aby inni poznawali Jezusa. Szczególnie siostry i bracia z mojej grupy ( ?14? ;) ) bardzo im jestem wdzięczny za świadectwo wiary i gorliwość... Sam czasem zawstydzałem się przed samym sobą jak wiele rzeczy mi spowszedniało a dla nich były one bardzo istotne. Jeszcze raz na nowo doświadczyłem prawdy która została wyświechtana w różnych wypowiedziach, naukach itp. Chodzi o stwierdzenie Jana Pawła II z cytowanej już encykliki że: ?wiara umacnia się gdy jest przekazywana? [RM 2].
Doświadczenie celebracji Eucharystii, ze śpiewem uwielbienia, tańcem było dla mnie bardzo wielkim pokrzepieniem. Wielką radością było też dla mnie zaszczyt niesienia darów ofiarnych w tańcu na Eucharystii kończącej Przystanek Jezus 2004.
Jeszcze raz na nowo doświadczyłem tej prawdy o Jezusie, Zmartwychwstałym Panu, który nieustannie obdarza łaską Nowego Życia coraz to więcej osób. Chwała Mu za to!
Now, I wake up now!
Każdy Przystanek to niesamowity czas... Może chciało by się, aby taki czas trwał dłużej... Ale kiedy sobie tak ostatnio myślałem na ten temat, tak to zrozumiałem (pewnie nie o własnych siłach...). Przystanek jak sama nazwa wskazuje jest czasem krótkiego przebywania, jeśli przystajemy w drodze, to po to aby nabrać sił. I myślę, że tak też jest z ?Przystankiem Jezus?. Pan daje nam takie chwile aby nas odnowić i okazać z wielką mocą swoją miłość i miłosierdzie. Jednym z ?hitów? muzycznych tegorocznej inicjatywy była spolszczona piosenka M.W. Smitha o bardzo radosnym refrenie: ?Na zawsze Bóg jest wierny, na zawsze mocy jest, na zawsze Bóg jest z nam, na zawsze!!!?. Jego wierności i tego, że jest On Emmanuelem dane mi było w tym czasie doświadczyć.
Kiedy wracałem z Kostrzyna jadąc na wakacje do rodzinnej Dębicy nocowałem w naszym domu nowicjackim w Chludowie. W krótkiej rozmowie kilkoma moimi współbraćmi nowicjuszami, jeden z nich mnie zapytał: ?No, i co? Ilu nawróciłeś??. A ja od niego: ?Wiesz co, w sumie to sam się nawróciłem, ale to chyba największe dzieło, bo wiesz jak siebie jest trudno nawrócić...??.
Przystanek się skończył już jakiś czas temu, ludzie którzy na nim byli zachowali w sercu to doświadczenie. Ktoś się może zapytać: I po co robić takie akcje. To jest działanie dorywcze. Bo przecież z ponad 90% wszystkich ludzi których spotkaliśmy i z którymi rozmawialiśmy nie będziemy mieli kontaktu. Czy takie rozmowy w ogóle coś zmienią?
Nie wiem czy zmieniają. Pan na pewno się tym posłuży. Więc po co Przystanek? Odpowiem słowami jednego z ?duchowych ojców? mojej wiary sł. Bożego ks. Franciszka Blachnickiego:
?Światłość Chrystusa musi być głoszona, musi dotrzeć to wszystkich ludzi, żeby wszyscy ludzie zaczęli chodzić w tym świetle, żeby przez Ewangelię światło padło na życie ludzi, żeby zrozumieli sens swojego życia, żeby umieli je przeżywać w nadziei, która rodzi pokój i głęboką radość?[Krościenko, 28 VI 1980r.]. I tylko po to i aż po to Przystanek Jezus, także ten w Roku Pańskim 2004...
5 września 2004, 23 niedziela zwykła
:
Odpowiedź na wezwanie...
?Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie.? [Mt 22,9] Te słowa znajdują się we fragmencie Ewangelii, którą Kościół daje do rozważenia w dziś kiedy zaczynam pisać moje świadectwo po przeżyciu ewangelizacji na Przystanku Woodstock czyli o udziale w Przystanku Jezus 2005 (aktualnie oficjalna nazwa to ?Młodzi-Młodym? aczkolwiek będę używał tej wcześniejszej pod skrótem PJ).
Myślę, że w takich kategoriach trzeba patrzeć na uczestnictwo w PJ. To nie my się wybieramy, to On daje natchnienie aby jechać, stwarza możliwości wyjazdu i udziela łaski aby iść z odwagą... Wielu z tych którzy już kiedyś byli nie przyjechali w tym roku, z różnych przyczyn. Ten Przystanek był o tyle specyficzny, że połowę a może i nawet nieco więcej stanowili Ci, którzy na ewangelizację przyjechali po raz pierwszy. To by było tyle tytułem wstępu, teraz przejdźmy do konkretów czyli zapraszam do przejrzenia...
...notatnika nieużytecznego sługi...
Idę Panie mój, idę ja sługa Twój, idzie cały lud, idzie zobaczyć cud! [Good Religion ?Idą,idą?]
Na tegoroczny PJ przyjechałem z małym poślizgiem, dojeżdżając do południa drugiego dnia. Wcześniej czekała mnie jakże miła 13 godzinna podróż pociągiem. W sąsiadujących przedziałach jechali już woodstockowicze, którzy nie siedzieli jak potulne baranki, co wywoływało lekki przestrach o moich współtowarzyszy podróży ? dwoje starszych państwa. Chyba trochę się zdziwili jak powiedziałem ?Chyba wiem gdzie jadą, bo jadą tam gdzie ja ? do Kostrzyna na Woodstock?. Tu lekko oniemieli ? coś im nie zagrało, bo raczej nie wyglądałem na rasowego woodsctockowicza (Pani widząc na półeczce przy oknie brewiarz, nawet wchodząc powiedziała ?Szczęść Boże!? :) ). No i tu rozpoczęła się rozmowa o Woodstocku i ewangelizacji itp. Z początku raczej sceptyczni co do takiej formy obecności Kościoła, w końcu chyba choć trochę zrozumieli sens naszej inicjatywy...(Na pożegnanie miły Pan życzył mi nawet kilku nawróceń :) ). Tak dotarłem do celu podróży ? stacja Kostrzyn - a potem Kościół Maryi Matki Kościoła. Od razu spotykam starych znajomych i czuję się jak w domu. Okazało się że zapowiadana włoska wspólnota nie dotarła i rekolekcje przed ewangelizacją wygłosi bp. Edward Dajczak. No i się zaczęło... Zmian było więcej. Już na początku informacja, że w tym roku nie przenosimy się na plac aby tworzyć tzw. ?chrześcijańską wioskę? - będzie tylko kilka namiotów a specjalne 4 grupy będą miały 6 godzinne dyżury na naszym skrawku ziemi. Dość szybko zostałem wcielony do tychże ?oddziałów specjalnych? (gr. 12 - pozdrowionka!:) ). Była potrzeba, aby ktoś ze specjalnych grup zamieszkał na placu ? nie mogłem przegapić takiej okazji :) (tym bardziej, że jako spóźniony jeszcze się nie rozbiłem koło kościoła). Tak, Opatrzność stworzyła mi możliwość aby...
być bliżej człowieka...
Starzy misjonarze mówią, że ten kto przybliżyć ludziom Dobrą Nowinę powinien być blisko nich. Więc bardzo się ucieszyłem, że mam tę możliwość by żyć tam gdzie Ci do których wychodzimy... Z racji przynależności do ww. grupy specjalnej nie miałem zbytnio okazji chodzić do ludzi mieszkających na polu, ale ze to na tym Przystanku wyjątkowo w wielu ważnych rozmowach mogłem uczestniczyć na ?naszym? terenie...
Kiedy skończyły się rekolekcje naszedł czas aby iść na pole woodstockowe. Każdoroczne rozpoczęcie ewangelizacji na placu rozpoczyna się poświęceniem naszego krzyża ? to swoiste drugie ?zawiązanie? wspólnoty na PJ. W tym roku po raz pierwszy w historii PJ odbywało się to w strugach deszczu (co nie przeszkadzało naszym śpiewom i tańcom ;) ). Deszcz był na tyle mocny, że po czasie uwielbienia pod krzyżem zapowiedziano powrót do bazy (na całe szczęście w tym roku 5 km odcinek drogi nie musieliśmy pokonywać pieszo, za sprawą ?naszego? autobusu). Ja również wróciłem na kolację i adorację Najświętszego Sakramentu. Gdy tak sobie klęczałem w wypełnionej po brzegi kaplicy adoracji taka mi myśl przyszła do głowy, że chyba Jezus zesłał deszcz po to abyśmy jeszcze bardziej napełnili się Jego miłością (aż na usta ciśnie się piękna pieśń czasem śpiewna na PJ: ?Let in rain! Open the floodgates of heaven!? [Ześlij deszcz! Otwórz bramy nieba!] ) ? widocznie nasza wspólnota tego potrzebowała, dlatego Pan nas zabrał z pola przed swoje żywe Oblicze! Rok temu bp. Dajczak mówiąc o naszej nieustannej adoracji Najświętszego Sakramentu powiedział, że to właśnie tu toczy się walka o człowieka. Na medytacji rozważałem słowa Ewangelii jak to ?ludzie przynosili do Niego? wszystkich chorych i opętanych. I wtedy zrozumiałem, że niewielu przyjdzie się spotkać z Jezusem na modlitwie przy krzyżu, w sakramencie pojednania, na naszej Eucharystii. Ale to ja mam przynosić Jezusowi tych których poznam w czasie rozmów... Tak nadszedł czwarty dzień...
Jak Henoch z Tobą Panie chodzić chciał, tak z Tobą chodzić chcę. Jak Paweł swoje kroki Tobie dał, tak ja oddaję kroki swe!
Może niektórzy zauważyli, że jak piszę o ewangelizacji na PJ to używam stwierdzenia, że to Jezus chodzi po polu woodstockowym. Bo według mnie nasza ewangelizacja to dotrzymywanie kroku Jezusowi ? chodzenie za Nim. My możemy tylko otwierać się na Ducha (przeczytajcie w Dziejach Apostolskich, jak Duch Święty prowadził kroki Apostołów).
Od czwartego więc staraliśmy się dotrzymać kroku Jezusowi. Nie tylko chodząc po polu fizycznie ale także wspólnie ze spotykanymi ludźmi w czasie ewangelizacji odbywaliśmy podróż w ich historię życia, często bardzo bolesną. Ewangelizacja w sumie trwała tak licząc tylko ok. 3 doby. Działanie Ducha Świętego było jednak bardzo intensywne i sam tego doświadczyłem. Z tych ?przystanków? jak dotąd ten obfitował w spotkania. Może podzielę się z Tobą Drogi Czytelniku niektórymi spotkaniami. O pierwszych dwóch osobach o których napiszę a z którymi rozmowa jakoś bardzo utkwiła mi w pamięci mógłbym powiedzieć jak kiedyś Jezus do jednego z uczonych:
?Niedaleko jesteś od królestwa Bożego...? [Mt 12,34]
Pierwszą z tych osób był Andrzej, którego spotkałem w czasie jedynej dla mnie wyprawy ewangelizacyjnej. Poszliśmy ekipą i na drugim końcu pola woodstockowego tam dopadła nas jakaś grupka, w której był Andrzej ? zaprosił mnie do swojego namiotu nieopodal. Rozmawialiśmy jakieś dobre pół godziny ? Andrzej był bardzo otwartym człowiekiem, jak mówił, trochę się pogubił i chciałby wrócić. Umówiliśmy się że nazajutrz przyjdę po niego i pójdzie do spowiedzi ? zgodził się. Z doświadczenia wiem, że z takim umawianiem się na Woodstocku to jest raczej kiepsko, ale jakoś po tej rozmowie byłem wewnętrznie przekonany że chyba tym razem będzie inaczej ? i rzeczywiście było. Andrzej po dłuższej rozmowie z kapłanem wyspowiadał się. Alleluja!
Druga osoba to Bartek. W sumie to do tej rozmowy zostałem zaproszony przez moich przyjaciół z Nowej Soli (których korzystając z okazji pozdrawiam ;) ). Wydawało się że to będzie taka normalna rozmowa... Bartek już dzień wcześniej rozmawiał z ewangelizatorami z PJ i był nawet na naszej Eucharystii, potem był na rozmowie w ?Pokojowej wiosce Kryszny?. Bardzo szczerze szukał Prawdy... W rozmowie zauważyłem, że był bardzo otwarty na świat duchowy szczególnie jak mówił o swoim doświadczaniu Boga w kiedy jest w kościołach. Pytał mnie też jak ja przeżywam swoją relację do Boga. Dzieliłem się swoim życiem z Ojcem, Synem, Duchem Świętym. Kiedy powiedziałem mu o mojej relacji z Jezusem, powiedział: ?Wiesz, chyba też chciałbym aby Jezus był dla mnie kimś tak bliskim? kiedy zachęciłem go, że może już teraz w taką relację wejść powiedział: ?Jeszcze nie chcę, nie teraz, jeszcze chyba nie jestem jeszcze gotowy?. Nie nalegałem i nie starałem się na siłę przekonywać że już, że teraz... Jakoś tak wyczułem, że chyba będzie miał swój czas... Na drugi dzień jedna z dziewczyn która była obecna przy tej rozmowie powiedziała, że Bartek był później na naszej wieczornej Eucharystii, bardzo się ucieszyłem. Nie wiem czy tam już odnalazł Jezusa i oddał Mu swoje życie. Będę się modlił aby tak się stało...
?Szukam drogi wyjścia z labiryntu życia...? [Evident]
Chciałbym jeszcze napisać o dwóch ważnych spotkaniach i rozmowach. Do pierwszej z nich też zostałem zaproszony. Chłopak miał na imię Gustaw, jak później się dowiedziałem to był osiemnastolatek ale wyglądał na ponad 25 ? był już zniszczony życiem... Gustawowi też już ktoś z PJ dzień wcześniej głosił Dobrą Nowinę ? miał na drugi dzień przyjść do spowiedzi. Przyszedł ale nie znalazł umówionego księdza więc odszedł ? wrócił wieczorem już trochę napity... Gustaw nie mógł uwierzyć że Bóg go kocha, mówił: ?Bóg mnie nienawidzi...? i wskazywał na bluzę satanistycznego zespołu KAT, którą miał na sobie. Gustaw nie doświadczył miłości w rodzinie. Trudno mu było przyjąć prawdę o miłości Bożej względem niego...
Po dłuższej chwili rozmowy zaprosiliśmy Gustawa do modlitwy pod krzyżem. Trudno mu było modlić przed ?martwym przedmiotem?, więc ostatecznie pomodliliśmy się wspólnie z nim stojąc w kręgu. Kiedy patrzyłem na Gustawa w czasie modlitwy zobaczyłem na jego twarzy wielkie pragnienie wyzwolenia i zrozumiałem lepiej co to znaczy że szatan chce zniewalać człowieka m.in. wpajając mu fałszywy obraz Boga (Gustaw nie potrafił przyjąć tej prawdy, że Bóg chce mu to wszelkie zło przebaczyć...). Na szczęście do nie do niego należy ostatnie słowo... Przed naszą modlitwą Gustaw powiedział, że nazajutrz będzie chciał przyjść do spowiedzi... Czy przyszedł? Tego już nie wiem...
Chcę jeszcze napisać o Piotrku. Była już późna pora a on kręcił się już jakiś czas na naszym placu podnosi krzyżem - ktoś od naszych z nim rozmawiał... Chodził trochę bez celu. W końcu zaczepił mnie i poprosił aby go nauczył wierzyć. Zobaczyłem, że jest dość napity i miałem opory czy zaczynać rozmowę,ale postanowiłem kontynuować nauczony ubiegłorocznym doświadczeniem. Piotrek, bo tak mu było na imię, był młody miał tylko 17 lat. W ciągu ok. 2 lat przeżył śmierć dwojga dziadków (po szczegółach rozmowy wynikało, że był bardzo z nimi zżyty i był zrozpaczony ich odejściem). Doświadczył także kuzyna, który jak twierdził utopił się po przedawkowaniu (miał tylko 21 lat...). Piotrek nie mógł sobie z tym poradzić: "wszędzie tylko śmieć!" - mówił zrozpaczony. Nie umiał sobie poradzić ze swoim piciem i innymi grzechami... Sprawiły one, że stracił poczucie własnej wartości (?jestem nic nie warty!? - kolejne kłamstwo diabła...). Po długiej rozmowie (w trakcie której chyba trochę otrzeźwiał) i próbie przybliżenia mu Jezusa - zgodził się pomodlić i zaprosić Jezusa do swojego życia (jemu też było trudno uwierzyć w miłosierdzie Jezusa). Uklęknęliśmy więc wspólnie pod krzyżem i poprosiłem go aby za mną powtarzał słowa modlitwy. Później jeszcze pomodliliśmy się nad nim z jednym z księży należących do naszej grupy. Zaprosiłem go, aby jutro tu wrócił aby dopełnić to wydarzenie w sakramencie pojednania. Nie gwarantował, nie był pewny... Bał się, czy znowu się nie upije... Nie wiem, czy ostatecznie przyszedł nazajutrz, ale ufam, że modlitwa oddania swojego życia Jezusowi przyniesie owoc wiary w swoim czasie...
Oczywiście opisane tu spotkania osób to nie są jedne spotkania tego czasu. Było ich więcej, może pozostałe nie utkwiły mi aż tak w sercu, ale też były ważne...
Rozmowa z Tomkiem, który buntując się na umieranie kogoś mu bliskiego, pytał czy można życie tej kochanej osoby ocalić przez wymianę na innych 10 żyć osób które wg. niego nie mają już po co być na ziemi. Odszedł smutny i zamknięty w sobie, bo dowiedział się, że u Bóg nie jest kimś kogo można przekupić niczym krwiożercze bóstwo pogańskie żądające ofiary z życia ludzi...
Marta, która pytała czy bulimia jest grzechem oraz jej chłopak, który poszedł do spowiedzi ale wszystkiego nie żałował więc otrzymał tylko błogosławieństwo... Rozmowa z Elą, która mimo niemożliwej pory (3 rano!) chciała rozmawiać o Jezusie a także z Marysią, która uciekała od prawdy - negowała wszystko wierząc w taką własną ?bozię? która była dla niej wygodna... To i tak oczywiście nie wszyscy spotkani...
Tu serce me, szczęśliwe jest, w Twej obecności... lepszy jeden dzień w przedsionkach Twych, niż tysiąc innych!
Bycie na PJ to nie tylko głoszenie wśród tych co Jezusa nie spotkali, to również bycie we wspólnocie braci i sióstr z którymi razem staraliśmy się nieść Chrystusa innym... Przez te lata bycia na PJ też wytworzyły się między nami bardzo dobre więzi i mimo że widzimy się z niektórymi tylko raz w roku to naprawdę są to bardzo dobre przyjaźnie... Czasem mały gest dobroci, dobre słowo to wszystko pomaga nam wspólnie być i doświadczać daru jedności w Duchu Świętym (a tak przy okazji: ukłony w strony Wiesia z Warszawy, który oszczędził mi 5 km drałowania pieszo w kropiącym deszczu na pole o północy, pomimo swojego zmęczenia i zmiany swoich planów, sam zaproponował mi że mnie podrzuci na pole ;)).
Ks. Andrzej Draguła w wywiadzie udzielonym ekipie medialnej PJ (można go odsłuchać na stronach PJ) powiedział pół żartem-pół serio, że nawet gdyby już nie organizowano Przystanku Woodstock to i tak chyba trzeba by organizować Przystanek Jezus. I coś w tym jest, bo rzeczywistość Przystanku ma dwa oblicza: ad intra i ad extra (mówiąc tak ładnie i łaciną teologiczną ;) ) - czyli zewnętrzne i wewnętrzne. O tym pierwszym już starałem się napisać, teraz czas na drugi wymiar naszego bycia wspólnotą.
W całej wspólnocie ewangelizatorów ?Przystanku Jezus? Duch Święty z wielką hojnością rozlewa swoje dary... Jeden z moich ?ojców? w wierze (Sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki) mawiał, że Duch Święty tam rozlewa szczególnie swoje charyzmaty, również te nadzwyczajne, gdzie jest wielkie zapotrzebowanie na poznanie i doświadczenie żywego Boga. Mawiał też, że wśród młodych naszej epoki jest to szczególne potrzebne. I z perspektywy tych trzech Przystanków na których byłem coraz głębiej widzę jak prawdziwe są te stwierdzenia.
Moja wiara i więź z Jezusem zawsze doznają ożywienia i odświeżenia w czasie tych kilku dni... Choć jest to też czasem odkrywania swojej grzeszności i tego jak mało jest we mnie miłości ? i otwarcia się na tą miłość którą przynosi Jezus ? i to też jest dla mnie wielkim błogosławieństwem. ?Poznacie prawdę a prawda was wyzwoli?[J 8,32] - mówi Jezus...
?...a uczniów napełniało wesele i Duch Święty? [Dz 13,52]
Chyba każdemu kto był na PJ w sercu zostają Eucharystie tam sprawowane, szczególnie kiedy już trwa ewangelizacja. Dla mnie są one zawsze jak powrót do domu po ciężkiej pracy. Te wielkie uwielbienia Pana w śpiewie, tańcu... Na długo pozostanie mi w sercu sobotnia Eucharystia z bardzo długim uwielbieniem po Komunii z modlitwą wstawienniczą za braci i siostry, którzy mieli takie pragnienie a także te Słowo Poznania, które Bóg mówił przez ks. Roberta Patro (jednego z ?dowódców? na PJ), o tym z jak gorącą miłością Bóg czeka na nas w swoim Domu, na łąkach Jego obietnic...
Końcowa Eucharystia w niedzielne przedpołudnie jest zawsze taką niesamowitą kulminacją ? mówieniem przez Jezusa: Amen! - Bogu na chwałę.[por. 2 Kor 1,20] I doświadczeniem wielkiej radości o której jest mowa w powyższym podtytule z Dziejów Apostolskich. I wiemy, że nigdy Jezusowi nie oddamy należytej czci w darze Jego dotknięcia naszych serc i olśnienia nas ?jasnością poznania chwały Bożej na obliczu Chrystusa? [2 Kor 4,6]. Jak się tym ucieszyć? Tak jak pokazują psalmy: pieśnią, tańcem, wśród radosnych okrzyków!
Dlatego ostatnia pieśń uwielbienia śpiewana na PJ brzmiała tak:
Po co mi Panie pieniądze i złoto, to dziś dla mnie puste słowa Bo Ty umarłeś i zmartwychwstałeś po to abym zaczął żyć od nowa! Chociaż jestem ciężki od grzechów, Ty jak piórko dźwigasz mnie. Kochaszmnie na wieki wieków. Nigdyo mnie nie zapominasz!
Dzięki Jezu! Dzięki, że w mym życiu się zjawiłeś! Dzięki Jezu! Że tak bardzo kochasz mnie! Dzięki Jezu! Wiem że kochasz mnie, bo mnie zbawiłeś. Dzięki Jezu! Pokonałeś we mnie śmierć.
?I dam wam pasterzy według mego serca, by was paśli rozsądnie i roztropnie.? [Jr 3,15]
W tej relacji chciałbym na koniec napisać o jeszcze jednej osobie, od której przez lata wiele się nauczyłem... Chodzi o ks. bpa Edwarda Dajczaka. Od mojego pierwszego PJ jego osoba i postać są dla mnie wielkim świadectwem. Szczególnie jego prostota i pokora, wieka radość i ukazywanie prawdziwego oblicza miłującego Jezusa, o którym ksiądz biskup nie boi się mówić powołując się na bardzo bliską relację z Nim. Te jego zapewnienia: ?z roku na rok coraz bardziej was kocham...? i łzy, które się wtedy w jego oczach pojawiają... Dla mnie to wielkie świadectwo. Kiedy w tym roku mogłem raz być w służbie liturgicznej i klęczeć blisko ołtarza, zobaczyłem z jak wielką miłością ksiądz biskup podnosi Ciało i Krew Jezusa przy konsekracji... Wielkie świadectwo... A on i tak zawsze kiedy mu na końcu klaszczemy aby podziękować, przypomni nam: ?na Przystanku obowiązuje jedna zasada: wszystkie brawa dla Jezusa!? Na każdym Przystanku biskup Edward cytuje słowa Sługi Bożego, jednego z biskupów tamtejszej diecezji, który mawiał, że musimy mieć wyraźnie wypisanego Jezusa, na twarzach, na rękach, na sercu tak aby ci, którzy nigdy nie wezmą do ręki księgi Ewangelii mogli go w nas rozpoznać... I nim to nam powie to cały czas doświadczamy realizacji tego wskazania w jego osobie...
?Tak mówcie i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono: Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać.?[Łk 17,10]
Takie były ostatnie nasze wspólnie wyrecytowane słowa, tak zawsze kończy się Przystanek Jezus. To bardzo dobrze ustawia nasze ?ja?. Bo my nie robimy nic nadzwyczajnego ? tego domaga się miłość do Jezusa i przekazana nam przez innych świadków Ewangelia o zbawieniu i życiu wiecznym w Nim. Ufam, że mimo naszego grzechu, niewierności i niegodności udało nam się choć w jakiejś części to zadanie wypełnić, a na pewno wspomagała nas w tym swoją potężną obecnością i wstawiennictwem Maryja, Gwiazda Nowej Ewangelizacji...
?...jedynemu Bogu, Zbawcy naszemu przez Jezusa Chrystusa,
Pana naszego, chwała, majestat, moc i władza
przed wszystkimi wiekami i teraz, i na wszystkie wieki! Amen.?
[Jud 1,25]
Pieniężno, 22 sierpnia A.D. 2005, we wspomnienie Najświętszej Maryi Panny Królowej
Nie możemy nie mówić...
Tradycją już się stało, że po każdym przeżyciu ewangelizacji na Przystanku Jezus piszę relację dzieląc się doświadczeniem działania Ducha Świętego pośród nas. Ducha, który objawia nam Zmartwychwstałego Jezusa, naszego Pana, którym chcemy się dzielić z braćmi i siostrami z Woodstocku. Dzieląc się zapisem tych przeżyć czasu PJ mam dwie intencje.
Po pierwsze to dług wdzięczności wobec mnóstwa osób które otaczało mnie i cały PJ modlitwą, tych które prosiłem o modlitwę zgodnie ze słowami św. Pawła: ?Módlcie się za nas aby słowo Pańskie szerzyło się i rozsławiało, podobnie jak to jest pośród nas, abyśmy byli wybawieni od ludzi przewrotnych i złych, albowiem nie wszyscy mają wiarę? [2 Tes 3,1].
Po drugie to świadomość doznanych łask i cudów które Bóg działał pośród nas. Świadomość tego, że PJ jest takim małym ziarenkiem gorczycy które zasiewa Bóg pośród tysięcy młodych z Przystanku Woodstock, pośród Kościoła polskiego i Kościoła w Europie. Tak jak św. Jan trzeba powiedzieć ?(...)życie objawiło się myśmy je widzieli i o nim zaświadczamy (...) cośmy ujrzeli i usłyszeli oznajmiamy także wam, abyście i wy mieli współuczestnictwo z nami? [1 J 1,2a.3a]
To będzie zapis moich refleksji i przeżyć. Nie jest on ?jedyny i prawdziwy?, każdy przeżył ten czas na swój sposób. Jeśli jednak chcesz poznać co dla mnie znaczył Przystanek Jezus 2006 to zapraszam Cię do wspólnej podróży i dziękczynienia Bogu za dzieła, których dokonał.
Mała trzódka
Jezus już przed Przystankiem pokazywał mi swój zamiar co do tegorocznej ewangelizacji. Słowo Boże z niedzieli przed wyjazdem wyraźnie to pokazywało kiedy czytaliśmy o tym, że Jezus ujrzał wielki tłum a byli oni jak owce nie mające pasterza i zaczął ich nauczać...
Jadąc na PJ do Kostrzyna musiałem bronić przed jedną pokusą: aby nie blokować przypływu łaski Bożej swoją pychą, bo przecież jechałem już któryś tam raz i wiem mniej więcej co to Woodstock i co znaczy ewangelizacja tam. Trzeba było jak to mówi ks.bp. Edward Dajczak pozwolić Bogu aby choć musnął nas swoją miłością ? bo bez tego na placu nie będziemy mieli nic do powiedzenia. I rzeczywiście pierwsze dni były staraniem o takie muśnięcia. Nie było prosto, było dużo zajęć i zabiegania, trochę trudno się skupić i wyciszyć. Na ile się udało, nie mnie to oceniać.
Można powiedzieć, że w tym roku byliśmy taką ewangeliczną małą trzódką, co do liczb to był najmniej liczny PJ jaki pamiętam. Kolejny znak, że Bóg czuwa pokazując kto ma moc i u Kogo jej szukać ? bo to On będzie walczył za nas, jak w dawnych czas sam walczył za Izraela! (polecam 7 rozdział księgi Sędziów ? zawsze aktualny!).
Lekko Alternatywny Jezusowy Team => L.A.J.T.
Jak wiadomo Woodstock to miejsce, gdzie wielu ludzi lubi się zachowywać w sposób powiedzmy delikatnie mówiąc alternatywny do codziennych zachowań. Dlatego czasem sposób ewangelizacji też czasem musi być taki. Od zeszłego roku takim alternatywnym elementem są kukły, które stały się nieodłącznym elementem naszej ewangelizacji. Można się dziwić takiemu rozwiązaniu, ale jeśli ktoś rozumie tamtejszą woodstockową mentalność i powiedzmy trochę żartobliwie, czuje ?lajt? ;) to zrozumie, że nawet nieco dziwaczne i trochę śmieszne kukły mogą stać się dobrym narzędziem ewangelizacyjnym.
W tym roku miałem to szczęście należeć do tak zwanej grupy kukiełkowej. Mieliśmy za zadanie obsługiwać, czyli ożywiać te niecodzienne aktorskie rekwizyty. Pierwsze dni, to ciężka praca nad nauczeniem się ?chodzić kukłą? pojedynczo i w grupie, opracowanie układu tanecznego itp. Wbrew pozorom to nie taka prosta sprawa! Miejmy nadzieję, że choć trochę udało się nam wypełnić powierzone nam zadanie. Obsługę kukiełki też odczytałem dwojako:
Pierwsze jako znak uczący pokory ? czy potrafię stać się trochę takim ?głupkiem? dla Jezusa i czy potrafię oddać Mu to aby on taką ?głupotką? się posłużył. Chodzenie w kukiełce oznaczało przecież częściową rezygnację z bezpośrednich rozmów z ludźmi.
Drugi to znak troski o mnie bo przez pierwsze dni miałem dość duże problemy z gardłem (dziwnym trafem problem rozpoczął się w pociągu do Kostrzyna) i Pan w pewnym sensie pokazywał mi że nie wymaga ode mnie w te pierwsze dni głoszenia słowami.
Muszę przyznać, że doświadczenie kukiełkowe było bardzo pozytywne ? choć to niesamowicie ciężka praca ? szczególnie w takich upałach jakie panowały w tamtym okresie.
Spotkania...
Działanie grupy kukiełkowej nie zajęło całości mojego uczestnictwa w PJ i drugą połowę ewangelizacji spędziłem już w sposób powiedzmy to bardziej normalny na rozmowie z braćmi i siostrami na polu woodstockowym. Jak co roku chcę podzielić się z Tobą wybranymi spotkaniami z osobami które Bóg postawił na mojej drodze w tym czasie. Spotkań i rozmów było wiele. Ja chcę opowiedzieć Ci spotkaniu z Jankiem, Karoliną, Bartkiem oraz Darkiem.
?Jezus żyje... no tak jak ktoś chce, to w nim żyje...? - Mądrość Janka
Janka spotkaliśmy idąc wraz z moim bratem Tomkiem na nocy dyżur pod krzyżem. Wcześniej mignął mi jak rozmawiał z kimś od nas kto wracał z pola. Za jakiś czas widzimy leżącego człowieka, podnieśliśmy go i pomogliśmy wrócić na pole. Janek bo tak miał na imię, nie tylko że był pijany, to jeszcze miał zerwane ścięgno w nodze. Trochę się upierał ale w końcu zgodził się abyśmy go zaprowadzili na Woodstock. Po drodze trochę pogadaliśmy ile się dało. Okazało się że był z Warszawy. Na pytanie o jego picie usłyszeliśmy: ?Mamusia umarła na marskość wątroby, ojciec też - ja pójdę w ich ślady?. Zaprowadziliśmy go pod nasz krzyż, tam Tomek poprawił mu opatrunek chwilę sobie odpoczął, coś zjadł i poszedł w swoją stronę. Nie mógł tylko zrozumieć dlaczego mu pomogliśmy...?
Okazało się jednak, że nie było to nasze ostatnie spotkanie. Na drugi dzień kiedy wyszliśmy dużą ekipą ewangelizacyjną z flagami, kukiełkami i śpiewem na pole Janek znów się pojawił. Znalazł go znów mój brat Tomek jak gdzieś leżał. Znów zaprowadził go pod krzyż. Siedliśmy razem. Janek miał tym razem już gips na nodze. Wydawało by się, że pijany nie wiele pamięta ,ale Janek doskonale nas pamiętał wczorajszego spotkania , mimo że była to noc. Porozmawialiśmy... Okazało się, że Janek wychował się w Domu dziecka, potem w zakładzie poprawczym. Nie rozumiał wciąż jednego ? dlaczego wczoraj pomogliśmy mu...?
W spotkaniach z braćmi i siostrami z Woodstocku często jestem przez Pana upokarzany ich prostotą rozumienia duchowych rzeczywistości. Janek był jedną z takich osób. Bardzo mnie uderzyło jego stwierdzenie, kiedy ujrzał zatkniętą flagę z napisem ?Jezus żyje? na motorze który stał obok krzyża. Janek przeczytał i powiedział: ?Jezus żyje... No tak jak ktoś chce, to w nim żyje...? Jeszcze chwilę posiedzieliśmy a potem Janek pokuśtykał w swoją stronę a ja zostałem ze słowami które mimo że niby tak oczywiste to ich prawda na nowo docierała do mojego serca.
?Kto szuka prawdy ten szuka Boga? - Edyta Stein ? Poszukiwanie Karoliny
Karolina dosiadła się do nas pod koniec naszej porannej warty pod krzyżem. Zaczęła tak bardzo ostro i prowokacyjnie: o ucisku kobiet w chrześcijaństwie, o tym dlaczego nie mogą być kapłanami itd. Kiedy porozmawialiśmy jakiś czas w końcu zeszliśmy na temat wiary tak bardziej osobiście. Karolina była osobą bardzo szukającą prawdy. Miała rok studiów kulturoznawstwa za sobą i więcej pytań niż odpowiedzi. Zapytana o wiarę w przeszłości stwierdziła, że wierzyła. Na drugie pytanie co takiego wydarzyło okresie jej młodości, że przestała nie chciała odpowiedzieć ? dotknęliśmy czegoś bardzo bolesnego więc nie ciągnąłem tematu. Porozmawialiśmy jeszcze jakiś czas ? zachęcałem jej aby nie przestawała szukać prawdy, choć szukanie jej jest bolesne. Mówiłem o prawdzie nie konkretnie o Bogu (choć nie unikałem własnego świadectwa wiary) coś mi tak podpowiadało, miałem w pamięci słowa drogiej mi świętej Edyty Stein, która też miała długą drogę do spotkania z Chrystusem. Kiedyś powiedziała ?Kto szuka prawdy ten szuka Boga? - w tych słowach odnalazłem Karolinę. Mam nadzieję, że tę Prawdę najbardziej fundamentalną odnajdzie i o to się modlę.
?Jak by ludzie nie mieli problemów w domu to by nie brali? - Bartek
To już drugi rok z rzędu jak na ewangelizacji spotykam swojego imiennika :). Bartek spotkał nas jak wracaliśmy już w nocy z ewangelizacji z s. Kamilą. Rozmawialiśmy już z kimś i się dołączył. Szybko zaczął mówić o sobie, że kiedyś był blisko Boga ale ostatnie miesiące były czasem oddalenia, że chce się zmienić. Za dwa dni wyruszał na pielgrzymkę do Częstochowy w intencji swej rodziny. Porozmawialiśmy dłużej, zaczął pewnej dziewczynie tłumaczyć dlaczego ludzie upijają się (sam też miał z tym problem) i biorą dragi. Bartek miał niecałe 18 lat. Doskonale jednak wiedział co jest przyczyną ucieczki. Problemy w rodzinie, brak miłości i relacji z rodzicami. Sam miał pragnienie aby we własnej rodzinie (rodzinie z problemem alkoholowym) to zmienić. Zaproponowałem mu modlitwę pod krzyżem ? zgodził się. Poszliśmy i pod krzyżem razem ze s. Kamilą prosiliśmy za niego i jego rodzinę. Duch Święty w nim działał to czuć było z wcześniejszej rozmowy. Ufam, że Bóg pomoże mu wyjść na prostą...
?Powiedz mi że to nie moja wina? - Darek
Darek był ostatnią osobą którą spotkaliśmy w czasie ewangelizacji. Byliśmy we trójkę ja, s. Kamila i Mati mój stary przyjaciel, aktualnie kleryk diec. Tarnowskiej. Darek zaczepił nas wraz ze swoją dziewczyną Anką. Zaczęła się rozmowa, od razu powiedział, że księżom nie wierzy, tylko siostry wzbudzają w nim zaufanie, więc jako panowie w sutannach dość szybko z Matim odsunęliśmy się na boczek zostawiając ich razem z s. Kamilą. Później jednak wróciliśmy do rozmowy. Darek był bardzo uprzedzoną osobą do Kościoła, widział same zło i przekręty. Okazało się że jednak te oskarżenia i cała ta rozmowa miała też drugie dno. W końcu ni stąd ni zowąd Darek powiedział mi abym potwierdził mu że nie jest winny śmierci jego kumpla. Zaczęli razem brać dragi potem Darek sie wycofał ze względu na Ankę. Kiedy byli we trójkę na jakiejś imprezie, jego kumpel prosił Darka i Ankę aby nie odchodzili i nie zostawiali go samego bo popełni samobójstwo, oni poszli na jakiś czas... I stało się jak mówił... To było 6 lat temu. Podobno wszyscy go oskarżali ale on twierdził że jest niewinny. Chciał abym ja go usprawiedliwił: ?Powiedz mi że to nie moja wina!?. Odpowiedziałem mu że ja tego nie mogę zrobić, to nie w mojej mocy. Tylko Bóg może mu dać pokój ? jeśli zwróci się do Niego, bo On ostatecznie zna całą prawdę. Potem rozmowa dość szybko sie skończyła. Nic dziwnego bo dotknęliśmy rany, którą sam odsłonił, bardzo głębokiej rany... Pożegnaliśmy się i poszli w swoją stronę...
To wybrane spotkania. Były i inne z Piotrkiem który chciał za wszelką cenę usprawiedliwić swoje palenie trawki, z Martą, która miała trochę wątpliwości w wierze, z Danielem który po 12 latach nagle postanowił sie wyspowiadać, z Irką (Irą) dla której świat wiary był czymś bardzo odległym i dziwnym.
I tych o których napisałem więcej i tych których teraz wspomniałem powierzam Twojej modlitwie Drogi Czytelniku aby każdy i każda z nich mogła wkroczyć i trwać na drodze nowego życia z Jezusem. Dzięki!
Diecezja Woodstock...?!
Niedawno usłyszałem takie określenie mówiące o ks.bp Edwardzie Dajczaku, że na te kilka dni staje się biskupem diecezji Woodstock. Może to trochę przesadzone i żartobliwe stwierdzenie ale coś w tym jest. Jezus gromadzi nas abyśmy stawali się Kościołem tam w tamtej bądź co bądź dziwnej rzeczywistości. Przez te lata uczestnictwa w tym dziele ewangelizacji wielu z braci i sióstr stało mi się bardzo bliskich. Od każdego uczę się wiary i miłości. Wśród tej wspólnoty przewodzi oczywiście ks. Bp Edward. Mam wobec niego dług którego nigdy nie spłacę. On uczy mnie za każdym razem prawdziwego oblicza Jezusa, uczy mnie być jego sługą. Z tego roku szczególnie zapamiętam jego homilię na wieczornej czwartkowej Eucharystii. Szczególnie to pytanie: ?Jezu, co zrobiliśmy z Twoją Eucharystią?? Pytanie o to, na ile nasze trwanie przy stole Pańskim jest przepełnione miłością do Boga i człowieka a na ile rytualnym obrzędem który przeżywamy co tydzień, bądź co dzień... I nic dziwnego, że Bóg zapewniał w swoim słowie w Liturgii Słowa którą rozważał Kościół akurat podczas trwania PJ. ?I dam wam pasterzy według mego serca, by was paśli rozsądnie i roztropnie? [Jr 3, 15]. Biskup Edward i wielu prezbiterów będących na PJ byli dla mnie niezbitym dowodem wierności Boga, który dotrzymuje danych obietnic! Dzięki Ci Panie!
?Pociągnąłem ich ludzkimi więzami a były to więzy miłości? - [Oz 11,4a]
Kiedy kończył się Woodstock, stało się tak, że nagle zostałem wplątany w pewną sytuację, która zmusiła mnie do pozostania na polu do bardzo późna w nocy. Musiałem też schodzić niezły kawałek Woodstocku ? różne dziwne zakamarki. Powiem szczerze, że to był bardzo smutny widok: tak wielu ludzi odurzonych, leżących gdzieś tam, krzyczących itd. To wszystko trochę jak zbiorowy obłęd. Oczywiście nie dotyczy to każdej osoby która była tam, ale wielu na pewno. Dziwne... Przecież nie widziałem tego pierwszy raz w życiu bo to już czwarty mój przystanek, ale jakoś pierwszy raz z taką siłą to do mnie dotarło. Myślałem sobie: ?i co my możemy wobec takiego tłumu...??, szybko przyszedł na myśl krzyż i to co Jezus doświadczył ? On też po ludzku przegrał. Kiedy widziałem ten duży tłum pod sceną a KSU kończył koncert jako ostatnia kapelana Woodstocku wróciły mi słowa z którymi Jezus wysyłał nas tydzień wcześniej na Ewangelizację:
?Jezus ujżał wielki tłum. Zlitował się nad nimi, bo byli jak owce nie mające pasterza...? [Mk 6,34]. Mimo wszystko wracałem trochę załamany do naszej bazy w Kostrzynie.
I tak nadszedł czas ostatniej Eucharystii. Zawsze jest to szczególny czas oddawania Bogu chwały i dziękowania że wybrał nas, sługi nieużyteczne do posługi. Taka była i ta Eucharystia pełna radości. Mi jednak nie mógł do końca wypaść z pamięci ten smutny obraz końca Woodstocku sprzed paru godzin.
I oto w sposób całkiem nieoczekiwany Jezus objawił swoją miłość i łaskę. Kiedy w czasie uwielbienia zaczęto przedstawiać scenę z Ostatniej Wieczerzy i rozdzielać chleb między ludzi a zespół rozpoczął pieśń Jezus to nasz Pan Uwielbiamy Go. Nagle ogarnęło mnie takie doświadczenie Bożej miłości... Miłości której nie da się ogarnąć słowami... Tylko kilka razy w życiu Jezus pozwolił mi doświadczyć tego jak wielką On jest miłością... Tak bardzo namacalnie... Nie wstydziłem sie tego, że popłynęły mi łzy, bo to nie były zwykłe łzy wzruszenia, ale dar łez od Ducha. Śpiewałem wraz ze wszystkimi tę pieśń o Jezusie który daje Swoje Ciało i Krew, który jest Barankiem Bożym chodzącym dolinami naszych serc. A oczami własnego serca wyczuwałem Jezusa, który stał pośrodku tej świątyni. On Zmartwychwstały Pan stał pośrodku nas i wylewał Swoją miłość i miłosierdzie. A w tym wszystkim to Jego pragnienie połączone z moim obrazem wczorajszego Woodstocku... Pragnienie Jezusa aby dotrzeć do każdego z tamtych serc...
Dziękuję Jezusowi za to objawienie chwały swojego Bóstwa. Wiem, że będzie kolejnym krokiem milowym odniesieniem w mojej pielgrzymce wiary...
Co mogę powiedzieć na koniec. Chyba tylko tyle: Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen!
5 sierpnia 2006 r.
Wigilia Święta Przemieniana Pańskiego
Jaki był Przystanek Jezus 2007 roku?? Jest 9 miesięcy po tym wydarzeniu, czy w ogóle jest sens do niego wracać? Przecież świat płynie tak szybko ? to co wczoraj wydaje się być już nieistotne? Ale ja jednak wierzę, że mimo upływu miesięcy jest warto wrócić do tamtego czasu. Bo wierzę, że dla chrześcijanina żaden moment jego życia: ten radosny i ten smutny choćby nie wiem jak odległy ? ma sens. Bo przecież nasz czas nie upływa a dopełnia się ? a to istotna różnica? Każde więc wydarzenie wyciska na naszym sercu odcisk? I taki odcisk też miał Przystanek w 2007 roku w moim życiu.
To był piąty raz kiedy uczestniczyłem w ewangelizacji ale pierwszy raz kiedy ona miała miejsce z innej perspektywy ? mniej może atrakcyjnej pod względem tym ?czym można się pochwalić?, czyli spotykanych ludzi, ważnych czy przełomowych wydarzeń w życiu ludzi, którzy dotąd nie znali Jezusa a w końcu zaistniał w ich życiu na Przystanku?
Tym razem, już po wcześniejszych ustaleniach, miałem zająć się obsługą radia. To są takie ciekawe ?zbiegi okoliczności?, bo dopiero kilka miesięcy wcześniej nabyłem tę umiejętność (oczywiście dzięki Radiu SVD ;) ), która okazała tu bardzo przydatna.
A więc czas przystanku mijał mi na bieganiu z kabelkami, składaniu audycji, wybieraniu piosenek, rozmów z różnymi gośćmi. No na koniec dnia były też miłe rozmowy telefoniczne poza anteną ? ale o tym cicho sza ;)
Mogłem pierwszy raz okazję zobaczyć dwie ważne sprawy. Pierwsza, to ile ludzi musi pracować na zapleczu aby Ci ?frontowi? ewangelizatorzy mogli właściwie wypełnić swoją posługę. Druga to mogłem zobaczyć na własne oczy, jak wiele osób z różnych części Polski i świata towarzyszy nam swoją miłością i modlitwą. Widziałem to w nadsyłanych mailowo świadectwach a także w czasie audycji ? kiedy tak wiele osób z czata i nie tylko pokazywało swoją obecność i zainteresowanie.
Pierwszy raz od lat nie uczestniczyłem w Eucharystiach ? normalnie z ludźmi ale stojąc wysoko na balkonie, gdzie zawsze dochodziła większość ekipy technicznej. To też było niesamowite doświadczenie patrzyć na ten tłum ludzi, przystankowiczów i ludzi z Woodstocku którzy przychodzi do Jezusa. Gdzieś z balkonu można dostrzec te gesty i wyrazy twarzy, które człowiek bardzo prywatnie zanosi do Boga, zapominając że ktoś może to widzieć ? z innej perspektywy?. To trwanie na balkonie i uwielbianie ze wszystkimi to były chwile wytchnienia w ciężkiej medialnej pracy.
Ale dzięki doświadczeniu tego Przystanku mogłem na własne oczy zrozumieć to co powiedział kiedyś jeden z moich współbraci, zaangażowany w pracę w mediach: ?Praca w mediach może być również sposobem głoszenia królestwa Bożego.?
Ostatnim ważnym wydarzeniem w trackie tego Przystanku, było spotkanie i audycja z biskupem Dajczakiem, wreszcie po tylu latach Przystanków, miałem okazję poznać go osobiście. Wymienić się spostrzeżeniami o ewangelizacji (nie tylko na antenie ale i poza). Jako że był to czas, kiedy wiedziałem, że opuszczam Polskę na 2 lata jadąc do Irlandii ? poprosiłem o prywatne błogosławieństwo na ten czas.
Kiedy skończyła się audycja, powiedział mi prywatnie parę słów, położył ręce na głowę i poprosił Boga o błogosławieństwo ? wierzę, że towarzyszy mi ono do dziś, kiedy już od paru miesięcy jestem na tej pięknej Zielonej Wyspie.
Zapowiada się, że kolejny Przystanek będę przeżywał dalej od medialnej strony ? ale tym razem nawet na nim nie będąc, ale to już temat na zupełnie inną opowieść.
Chwała Ci Jezu!