OTP – wyprawa do Chin
SVD Ruch Światło - Życie refleksje inne --> To miało być zwykłe marcowe, sobotnie południe. Poszedłem do kościoła a potem pojechałem sobie na zakupy do Centrum miasta. Nauczony doświadczaniem (i trochę powiedzmy przesiąknięty reporterskim zacięciem ;) ) zabrałem ze sobą aparat - w dużym mieście to nigdy nie wiadomo, na co ciekawego można natrafić. Wracałem z zakupów i już kierowałem się w stronę domu, kiedy to na O’Connel Street (najważniejszej ulicy w Dublinie) zobaczyłem i usłyszałem dość duży tłumek Chińczyków. Przyzwyczaiłem się już do tego, że na tej ulicy odbywają się różne dziwne manifestacje. Kilka sekund i już wiedziałem co jest grane. Oto we wrzawie dyskusji o łamaniu praw człowieka przez Chiny i wołaniu o wolność Tybetu, kilkuset chińczyków – zorganizowało manifestacje pro-chińską i pro-olimpijską. W sumie nie zdziwiłem się aż tak bardzo, skoro takie manifestacje odbywały się w innych stolicach Europy, to dlaczego miała by ona ominąć Dublin, skoro w Irlandii żyje ok. 80 tyś. obywateli Chin. Pomyślałem, że skoro już się tu znalazłem, to zostanę chwilę popstrykam parę zdjęć i zobaczę co się będzie działo. Próbowałem też porozmawiać z manifestującymi. Jednego z pierwszych napotkanych mężczyzn z transparentem spytałem wprost „Ile wam za to zapłacili?”, „Nic” – padła odpowiedź. A potem krótka dyskusja o tym jak to w Chinach jest dobrze, a wszystkie media kłamią. Na argument, że ja mam znajomych w Chinach i mówią mi to samo co media, padła nieco bezradna odpowiedź, że pewnie i tak będę bardziej wierzył przyjaciołom, więc co można zrobić. Porozglądałem się tu i tam, czekając na rozwój wydarzeń. Na szerokim pasie, rozdzielającym O’Coonel Street na dwie części, obok manifestujących, było stoisko z propagandą oraz nieco chińskich napojów „za free” do wzięcia ;). Podszedłem do stoiska, i zacząłem się przysłuchiwać rozmowie jednego Irlandczyka w średnim wieku z jednym z obsługujących stoisko propagandowe. Po chwili przyłączyłem się do rozmowy, a w konsekwencji pozostałem z obsługującym sam na sam. Rozmawialiśmy ok. godzinę. Tematy podobne, wolność, prawda, prześladowania (w tym chrześcijan), nieco o Kościele podziemnym i narodowym. Argumenty podobne – jedź do Chin i zobacz na własne oczy jak wszyscy cię okłamują. A Kościół podziemny jest nielegalny i nie akceptuje porządku ustalonego przez władzę, więc nie może narzekać, że jest uciskany. Na mój argument, że skoro tam tak pięknie to czemu nie chcą wrócić tylko emigrują, padła odpowiedź, że w Irlandii i tak jest więcej Polaków niż Chińczyków. W czasie tej godziny kilku przechodniów przyłączało się na kilka chwil. Zajmując stanowisko pro lub anty chińskie. Kiedy na koniec rozmowy zapytałem o imię, na twarzy pojawiło się lekkie zaniepokojenie ale padło: „Lee”. Całej naszej rozmowie przysłuchiwała się młoda Chinka z napisem aby samemu szukać prawdy – nie dając się manipulować… Skończyliśmy rozmowę a tłum jakby nabrał wigoru. Chyba nadeszła ustalona godzina z władzami na sedno manifestacji, czyli przemarsz ulicą. Tłum rozsiany po chodnikach zlał się w całość i przy okrzykach z transparentami ruszył ulicą a ja ruszyłem w przeciwną stronę w drogę do domu z wypełnioną głową myślami o prawdzie, manipulacji i ludzkim szukaniu, bądź jego braku. Miałem trochę wątpliwości, że ta godzina rozmowy to tak na nic, ale kto wie… Myślę, że mimo wszystko dla mnie nie była zmarnowana. ZAPRASZAM RÓWNIEŻ DO GALERII