List do wszystkich nr 4 — wielkanocny
Witajcie drodzy przyjaciele!
Witam Was już w czwartym tzw. “liście do wszystkich”, w ostatnim liście pisałem że postaram się napisać około świąt, i tak też staram się uczynić. Tak jak ostatnim razem “nakład” tego listu się zwiększa, więc serdecznie pozdrawiam tych którzy pierwszy raz dostają to “coś” ode mnie :). Postaram się naskrobać trochę od siebie. Może krótko o codzienności nowicjackiej... Tak więc, zacznę od tego, że mam już za sobą połowę czasu przeznaczonego na przeżycie nowicjatu. Teraz już jak to się mówi “z górki”. Zresztą ten czas jest dużo bardziej “szybszy” niż poprzedni (wiedzą ci co czekają na odpowiedzi listów...). Z racji tego że na dworze pogoda jest coraz ładniejsza, (chodź gdy pisze te słowa to na zewnątrz leży śnieg... - ale pewnie to chwilowa anomalia) więc staram się podróżować rowerem który mam dzięki życzliwości mojego brata (przemierzałem nim kiedyś w Dębicy drogę szkoły przez 2 lata, ale... kiedy to było :) ). Krajobraz jak przystało na Wielkopolskę: górek tu nie ma, tylko pagórki i to nie za wysokie. Jest tu też trochę lasów i jeziorek – mam zamiar trochę pozwiedzać te terany na wakacjach. Poza tym życie toczy się dalej swym torem. Dzień do dnia podobny, ale oczywiście każdy niepowtarzalny... Takim wydarzeniem o którym głównie chciałbym napisać w tym liście to doświadczenie rekolekcji które Opatrzność postawiła na mojej drodze życia tu, w Chludowie. Niektórzy czytający te słowa byli proszeni przeze mnie o modlitwę, i w tym miejscu, jeszcze raz Wam, którzy modliliście się dziękuję. Opiszę Wam całą historię, jak doszło w ogóle do tego, że takie rekolekcje prowadziłem... “Dzieła Boże wzrastają powoli” – nie wiem czy ta myśl jest kogoś czy sam sobie to tak wymyśliłem, ale często to sobie powtarzam. Czasem kiedy w nas coś w nas się rodzi w środku “w duchowych” sprawach, to może się z pozoru wydawać że wszystko co pobożne pochodzi od Pana. Otóż nie zawsze tak jest... Czasem to my sami coś wymyślamy a wydaje nam się że to natchnienie – jak więc się przekonać że prawdziwie to co planujemy, co rodzi się w nas jest prawdziwie z Ducha Świętego, czy od nas samych? Otóż mądrzy ludzie w duchowych sprawach piszą, że to co rodzi się w nas a my chcemy już, teraz, natychmiast wykonać, to raczej nie pochodzi od Pana (to jedno z kryteriów). Jeżeli Pan coś od nas wymaga, byśmy coś zrobili, to Jego głos jest zawsze cichy, nie narzucający się i co więcej jeżeli pójdziemy za nim to pewne wydarzenia, będą łączyć w jakąś całość, nawet mimo trudności i problemów, wyczujemy Bożą pomoc i błogosławieństwo, a ostatecznie przyniosą nam pokój. Ja w swoim życiu już wiele razy doświadczyłem i jednego “głosu” i drugiego - prawdziwego. Tak było i tym razem. Ale zacznijmy od początku... Kiedy przed kilkoma tygodniami zanim rozpoczęły się rekolekcje, zastanawiałem się jak by przeprowadzić ten czas. Tak wpadło mi do głowy żeby przeprowadzić wśród młodych rekolekcje ewangelizacyjne. Już od początku wiedziałem że wolę pracować raczej z młodymi niż z dziećmi (choć ostatecznie i tak miałem z nimi dwa spotkania). Gdy tak chodziłem sobie z tym pomysłem, na dwa tygodnie przed rekolekcjami, miałem krótką z rozmowę z siostrą katechetką, i tak weszliśmy na temat takich rekolekcji, ona mówiła że już dwa lata temu, jakiś kleryk też prowadził z młodymi takie rekolekcje. I tak wyszło że powiedziałem że ja też chcę poprowadzić coś takiego – siostra ostatecznie przydzieliła mi klasy II gimnazjum – podobno trochę pogubieni w życiu. Tak na marginesie napiszę dla tych co może nie wiedzą na czym polegają takie rekolekcje. Jest to czas kiedy stara się drugiemu człowiekowi przedstawić Dobrą Nowinę o Jezusie, wcześniej mówić o Bożej miłości i grzechu – który jest w każdym z nas i oddziela nas od miłości Ojca. Tylko Jezus Chrystus zniszczył grzech, więc nasz ratunek od śmierci grzechu jest w Nim dlatego powinniśmy Mu powierzyć nasze życie, przyjmując Go jako Pana i Zbawcę (jeżeli ktoś kiedyś uczestniczył w Oazie Nowego Życia I stopnia - to jest to tam poruszane w pierwszych dniach). Więc już wiedziałem co mnie czeka na rekolekcjach i tak zaczęły się przygotowania. Kolejne znaki jakie Pan dawał mi były w słowie Bożym z Liturgii słowa. Najpierw z księgi Jonasza o głoszeniu nawróceniu które mu Pan polecił, by głosił w Niniwie, a “Niniwa była miastem rozległym na trzy dni drogi”(jak moje 3 dni rekolekcji). Później słowa z księgi Estery która modliła się o to aby, dał jej odpowiednie słowa kiedy będzie przemawiać, bo sama nie jest zdolna do tego. I tak powoli utwierdzałem się w przekonaniu, że rzeczywiście Pan chce abym tą Ewangelizację przeprowadził. Niecały tydzień przed rekolekcjami, jechaliśmy na dzień skupienia z racji uroczystości św. Józefa do Górnej Grupy (tam jest jeden z naszych Domów zakonnych, gdzie mamy drukarnię i mieszkają tam głównie ojcowie i bracia emeryci – jest to kilka kilometrów od Grudziądza). Postanowiłem przeżyć ten dzień skupienia jako przygotowanie wewnętrzne do rekolekcji. Kiedy wróciłem do domu w Chludowie, wieczorem 19 marca, czekała na mnie przesyłka z Tranowa od mojej znajomej Marii (niektórzy z was ją znają...) - były to dwie OAZY (Pismo Ruchu Ś-Ż). Jedna z nich od razu rzuciła się mi w oczy, Okładka z aktorem z filmu Jezus i pusty grób (też zdjęcie z filmu) i napis – “Gdzie jest Twoja wiara – Jezus”. Numer ten był poświęcony w części właśnie ewangelizacji i to również z uwzględnieniem filmu Jezus. I tak otrzymałem kolejny potrzebny element. Zacząłem myśleć, że mogłem też użyć tego filmu do ewangelizacji (jest on nakręcony właśnie w tym celu aby opowiedzieć o osobie Jezusa a na końcu jest wezwanie do oddanie mu życia). Co prawda nie jest to może film fajerwerkowy ale dzięki niemu wiele tysięcy ludzi spotkało Jezusa w swoim życiu. Ale skąd ja wezmę ten film? Co prawda w Dębicy mam jedną kopię bo dostałem w Rzymie na Światowych Dniach Młodzieży, ale nawet gdyby rodzice wysłali mi go listem poleconym, to nie zdążył bym go dostać na czas bo poczta tutaj idzie dość długo... Ale znalazło się wyjście, bo okazało się, że jeden z naszych chłopaków z Poznania też dostał ten film w Rzymie i miał już jechać do domu po niego, ale pytając naszego magistra nowicjatu o pozwolenie wyszło na to że on ma ten film u siebie i tak dostał się w moje ręce. Miałem więc już jasną drogę i zadanie do wykonania. Teraz może o samych rekolekcjach. Przez trzy dni miałem zajęcia z II gimnazjum, były to dwie klasy połączone, ale z 39 osób nie przychodziło do szkoły więcej niż 20 osób , (do podobnej klasy sam chodziłem w podstawówce, więc wiem jak to jest. Pierwsze dwa dni miałem zajęcia – rozmowy z nimi, a w trzeci dzień był film. To co chciałem im przekazać, przeplatałem muzyką chrześcijańską (wiadomo ;) ). Już od pierwszego razu udało się zaprowadzić dość dobrą atmosferę na spotkaniach, na ile jest to możliwe do zrobienia w szkole. I tak minęły to trzy dni... Czuło się pomoc modlitewną bez tego nie zdołał bym nawiązać z nimi kontaktu. Ważna też rzecz, to najważniejszy dzień na rekolekcjach – drugi dzień. Kiedy trzeba było wezwać ludzi do oddania życia Jezusowi, wcześniej ukazując Jego osobę i dzieląc się świadectwem mojego życia. Odczułem w ten czas szczególną pomoc Ducha Świętego. Nie bez znaczenia jest fakt, że był to 25 marca - Zwiastowanie NMP. O tym za chwilę. Jaki był owoc rekolekcji tego nie wiem, ale czytając później ankiety które siostra przeprowadziła w tych klasach, wiem że co Pan chciał – tego dokonał. Było dużo pozytywnych głosów. Teraz powrócę to tego zdarzenia, o najważniejszym dniu w tych rekolekcjach to było też święto Zwiastowania, było to dla mnie ostateczne potwierdzenie że Bożego zamysłu tego czasu. Maryja była ze mną i pomagała mi swą opieką w najważniejszym momencie. Ona która jest Gwiazdą Nowej Ewangelizacji pomogła mi w najistotniejszym czasie. Tak to jest w życiu człowieka, że jeżeli powierzy on swoją drogę życia z Jezusem Maryi – Ona nieustannie towarzyszy mu na tej drodze wspomagając go. Co więcej Ona czasem przyczynia się do tego że człowiek rozpoczyna swoja drogę z Jezusem. Już nie raz doświadczyłem tego w swoim własnym życiu. Jako przykład podam tylko kilka spraw. Jak Maryja towarzyszyła mi w mojej drodze powołania. Jej szczególna obecność zaznaczała w jej świętach liturgicznych, w które dokonywały się jakieś ważne wydarzenia w moim życiu. I tak kiedy składałem dokumenty do Pieniężna, było wspomnienie Niepokalanego Serca Maryi, kiedy zostałem przyjmowany do postulatu – była uroczystość Wniebowzięcia, kiedy miałem obłóczyny – był to 8 grudnia Niepokalane Poczęcie i chociaż w tamtym roku ta uroczystość była obchodzona 9 XII, to nasza Eucharystia na obłóczynach był sprawowana o Niepokalanym Poczęciu. No i nie wiem czy wiecie, ale teraz obchodzimy rok różańcowy i trwa on przez cały mój nowicjat (rozpoczął się 16 X 2002 a skończy się z początkiem października tego roku). Tak więc i teraz w najważniejszy dzień rekolekcji Maryja towarzyszyła swoją obecnością. Kiedyś nawet zastanawiałem się co zostało mi z osobistych rzeczy, które mam z dawnego okresu życia sprzed kilku lat i doszedłem do wniosku, że jedyną rzeczą to jest stary, prosty drewniany różaniec, który kiedyś kupiłem dla mojego ojca, ale ostatecznie z jakiśch względów pozostał w moich rękach i tak towarzyszy mi już ponad 6 lat mojego życia... Czasem ludzie w swoim życiu chrześcijańskim, nie rozumieją roli Maryi, niektórym trudno jest w swoim sercu polecać Jej wiele spraw swojego życia. Życzę Wam wszystkim opieki i pomocy Maryi na waszych drogach życiowych w problemach osobistych. Dobrze, będę powoli kończył. Życzę Wam tego by radosny czas wielkanocny jaki nas czeka przyniósł Wam pokój i radość który wynika ze Zwycięstwa Jezusa, niech On wleje w Wasze serca miłość byście nie lękali się przyszłości i nie tracili nigdy nadziei, bo ona zawieść nie może. Z takich ogłoszeń końcowych, to nie wiem czy ktoś z Was wybiera się nad Lednicę, ale ja tam raczej będę, bo to tylko ok. 40 km, ode mnie. Z takich ciekawostek, związanych z Lednicą, to w tym roku ma być po raz pierwszy zaprezentowana tzw. Msza lednicka – skomponował ją jeden z naszych ojców – muzykolog o. Piotr Nawrot , który na co dzień pracuje w Boliwii. Jak ktoś by z Was się wybierał, to się może zobaczymy ;) Z takich drugich spraw, to jeśli Pan pozwoli i będę żył (jak radzi mówić o przyszłości św. Jakub w swym liście), to w dniach, ok. 13-15 VI powinienem pojawić się w Dębicy. Więc jak ktoś z Was dostanie telefon, że za pięć minut wpadnę na herbatkę, to niech się nie zdziwi :) No, ale tak poważnie, to przy okazji pobytu na ślubie mojego brata chciałbym, jak najwięcej osób odwiedzić. Zobaczymy jak się to uda. Teraz to już naprawdę koniec. Pozdrawiam szczególnie maturzystów, których niedługo czeka kilka ciekawych spotkań na których coś tam będą musieli powiedzieć, a wcześniej coś napisać... :) – powodzenia! Postaram się pamiętać w modlitwie. Studentów i resztę świata też pozdrawiam serdecznie życząc powodzenia w naukowych zawodach... Nie wiem kiedy skrobnę następny list publiczny ale pewnie gdzie na przełomie czerwca i lipca. Dzięki za modlitwę, sam staram się pamiętać i dalej o nią proszę – trwajcie w miłości Ojca, Syna i Ducha Świętego! Pozdrawiam! Heja!
---HEY! INTO JESUS!---