Jak mówiła dawna piosenka "gdy emocje już opadną jak po wielkiej…

Jak mówiła dawna piosenka "gdy emocje już opadną jak po wielkiej bitwie kurz".

Niektórzy po publikacji informacji potwierdzającej zabójstwo ks. Blachnickiego zadawali się wejść w emocjonalny tryb myślenia "subito martyr", że teraz to już wiadome - ojciec męczennik. Sporo oddolnych głosów tonowało te nadzieje, no ale wiadomym było, że nie wypowiadaliśmy się jako eksperci w tej materii.

Tutaj głos experta ks. prof. Zdzisława Kijasa OFM Conv, relatora tego procesu beatyfikacyjnego ks. Blachnickiego:

"Dotychczasowy proces został zakończony w oparciu o jego cnoty. Wprawdzie brano wtedy pod uwagę możliwość otrucia kapłana, ale na tamtym etapie nie było wystarczających dowodów, aby ten fakt uwzględnić w procedurze procesowej. Zawsze jednak Kościół lokalny czy diecezja mają prawo zwrócić się do Kongregacji z propozycją o zmianę tytułu sprawy, czyli już nie super virtutibus, ale super martirio, tj. przedłożenie procesowe o męczeństwie. Wtedy diecezja – czyli biskup – winna powołać nowy trybunał na zebranie materiałów i przesłuchania świadków. Faktycznie jest to odrębny proces. Oświadczenie IPN dla Kongregacji niewiele znaczy. Oczywiście liczyć się będzie dopiero ostateczny dokument, wydany po zakończeniu całego dochodzenia w tej sprawie. Warto także mieć świadomość, że nawet sam fakt potwierdzenia otrucia Czcigodnego Sługi Bożego jeszcze niczego nie oznacza. Musimy bowiem sobie odpowiedzieć na pytanie, czy śmierć była zadana in odium fidei, czyli z nienawiści do wiary. To zaś zmienia kategorię oceny takiego czynu. Muszą być także przesłuchani świadkowie (naoczni czy ze słuchu), aby wyjaśnić, czy sprawca działał motywowany nienawiścią do wiary, czy też miał inne, ukryte motywacje, niezwiązane z wiarą. Trzeba będzie również wykazać, na podstawie dowodów lub zeznań świadków, że także sługa Boży przyjmował śmierć z miłości do Chrystusa, że starał się jej uniknąć, że był roztropny, że nie prowokował nikogo do zadania mu śmiertelnego czynu – dodaje. IPN stwierdza, co do niego należy, czy to była śmierć naturalna, czy zadana. Rzymskie Dykasterium pytać będzie natomiast o motywacje tego, który ją zadawał, i tego, który ją przyjmował. Motywy te winny znaleźć potwierdzenie w dokumentach i/lub w zeznaniach świadków. Należałoby także przesłuchać osoby, którym postawiony zostanie zarzut otrucia ks. Franciszka. Czy będą chciały zeznawać? Nie można ich do tego zmusić. Oczywiście, znaczną część materiałów już zgromadzono w ramach dotychczasowej procedury, w kontekście prac nad uznaniem heroiczności cnót ks. Blachnickiego. Gdyby jednak postanowiono zmieniać iter sprawy i chcieć dowieść męczeństwa, należałoby podjąć się redakcji nowego positio, które byłoby następnie poddane pod ocenę konsultorów teologicznych, kardynałów i arcybiskupów, aby następnie znaleźć się na biurku papieża. Ostatecznie to Ojciec Święty podejmuje decyzję, czy uzna śmierć danej osoby za męczeńską, czy nie. Po tej decyzji wydany byłby nowy dekret o słudze Bożym Franciszku Blachnickim jako męczenniku." za:

Link: https://www.gosc.pl/doc/8142909.Dlaczego-otruto-ks-Blachnickiego-Sledztwo-powinno-odkryc-takze

← Wróć do biblioteki