🎶 🎶 🎶 🎶 🎶 🎶 Muza na dobranoc 🔥 🔥 🔥 🔥 🔥 🔥 🔥 Kiedy 10 lat temu na…
🎶 🎶 🎶 🎶 🎶 🎶 Muza na dobranoc 🔥 🔥 🔥 🔥 🔥 🔥 🔥
Kiedy 10 lat temu na pożegnanie pisałem tekst o papieżu Benedykcie XVI zatytułowałem go "Twoim jucznym osłem się stałem – zmaganie się z Benedyktem"
Ten osioł wyjaśni się w cytacie z końcówki tego artykułu (całość dla chętnych w linku). Pośród wielu wymiarów życia Józefa Ratzingera jeden jest fundamentalny: posłuszeństwo głosowi Boga wyrażanego przez Kościół. Miał zupełnie inne plany na swoje życie kapłana-teologa. Chciał wielokrotnie odejść z Rzymu, nie chciał aby go wybierali papieżem. Jednak poszedł pokornie za tymi wyborami, nie jego zachciankami. Dziś doszedł do kresu i wszedł w pełnię nowego życia. Ta pieśń dobrze go opisuje i jest radosna, bo to było piękne życie 🔥
A tu fragment myśli pożegnalnej: "Ostatnie pożegnanie W świadomości tego jak wiele Benedykt dla mnie znaczy bez wahania podjąłem decyzję iż chcę być w Rzymie w grudniu 2012 roku na spotkaniu Taize, kiedy tylko się o tej możliwości dowiedziałem. To były piękne dni. Wieczorne spotkanie z papieżem, nazajutrz Anioł Pański i w ostatni dzień roku. Wspólne nieszpory w Bazylice św.Piotra. To był dla mnie wielki dar i wzruszające chwile. Miałem świadomość iż raczej ostatni raz widzę Benedykta, ponieważ świadom byłem wieku papieża i sam widziałem na własne oczy iż bardzo słabnie… Kończyły się nieszpory i krótka adoracja po której papież wyjeżdżał na platformie. byłem dość blisko i chciałem mieć jak najlepsze ujęcie, ale ciągle mi ktoś zasłaniał aparatem. W końcu, po zrobieniu kilku fotografii powiedziałem sobie „Zostaw to – zapamiętaj w sercu ten ostatni widok”. Odłożyłem więc aparat i pozwoliłem sobie aby papież przejechał bez mojego pstrykania. Pogarbiony i lekko uśmiechnięty w pontyfikalnym stroju przemierzał drogę do wyjścia. I taki pokorny i spokojny ale pełen wewnętrznej radości zapisał się w moich oczach. To spojrzenie zostanie ze mną do końca, bo to było ostatnie pożegnanie, za które bardzo Bogu dziękuję. Cieszę się, że nastąpiło w takim momencie mojego życia. W momencie kiedy już zacząłem dużo więcej rozumieć z tego co on chce pokazać przez swój pontyfikat.
Twoim jucznym osłem się stałem…
Na podróż do samolotu w dwie strony wziąłem książkę „Moje życie”. Jego prywatną autobiografię, którą napisał w latach 90-tych ale tylko dochodząc do czasu dotarcia do Rzymu. Czytałem ją już zaraz po wyborze w 2005, ale znów, jako młody kleryk, bardzo wielu rzeczy w niej zapisanych zwyczajnie nie zrozumiałem. Książka idealnie wystarczyła na podróż w dwie strony. Zbliżając się do Irlandii dotarłem do końca. A kardynał Ratzinger kończy ją piękną legendą związaną ze św. Korbianem i niedźwiedziem, porównując siebie samego do jucznego osła jakim się stał dla Pana. Zastanawia się wtedy pisząc:
„Ja również poniosłem mój bagaż do Rzymu i wędruję z nim już od dość dawna ulicami Wiecznego Miasta. Kiedy zostanę zwolniony , nie wiem, ale wiem, że również mnie to dotyczy <<Twoim jucznym osłem się stałem i właśnie w ten sposób jestem blisko Ciebie>>”
Zamknąłem książkę. Patrząc przez ciemne okna samolotu zastanawiałem się jak to będzie: jak przyjmę wiadomość o śmierci papieża? Czy będzie długo cierpiał, a może umrze we śnie? Jednego byłem pewien, że już wie iż nigdy nie zostanie zwolniony z owego bagażu nałożonego mu przez Pana… Aż tu nagle 11 lutego. Decyzja jak grom z jasnego nieba, jednak dość szybko w moim sercu pojawiła się spójność tej decyzji z wizją i relacją Ratzingera a potem Benedykta do Kościoła i Chrystusa Kolejne dni przynosiły tylko kolejne puzzle do rozumienia tej układanki."