## (Wpis #dla_bliskich_znajomych) Jeszcze zanim nadeszła pandemia w…
## (Wpis #dla_bliskich_znajomych)
Jeszcze zanim nadeszła pandemia w obecną naszą historię, krótko przed tym, wydarzenia, rozmowy a przede wszystkim wezwanie Ducha Świętego zapowiadały zmianę i wejście w nowy etap posługi na wyspie. Czas pustelni tylko ugruntował to co Pan zapowiadał i pozwolił wyraźniej usłyszeć Jego Głos.
Jako, że jest to wpis dla bliskich znajomych to nie będę mówił w przypowieściach ale dość otwarcie: ten nowy etap będzie charakteryzował się stopniowym ale konsekwentnym zmniejszeniem mojej obecności w polskim środowisku katolickim na wyspie a powrót jeszcze głębszy do mojego pierwotnego wezwania, które choć nigdy nie ustało to wraz z rozwojem polskojęzycznego Domowego Kościoła zmniejszyło się a chodzi o posługę rodzimemu Kościołowi w Irlandii.
Chociaż posługa migrantom (a do tej grupy zalicza się Polonia mieszkająca na wyspie) jest wpisana też w wymiar charyzmatu misyjnego werbistów, to miałem zawsze wewnętrzne przekonanie, że moja nie może zamknąć się dla mnie tylko w tym horyzoncie, ani na zawsze stać się priorytetem.
Nie zostałem bowiem ani powołany ani posłany do Irlandii w jako duszpasterz Polaków. Oczywiście ta posługa wobec Polonii nigdy nie zniknie całkowicie, ale będzie podlegała dogłębnym zmianom.
Priorytety jakie urosły przez minione niespełna 5 lat, wrócą do pierwotnych torów, choć już nie takie same, bo w wymiarze służenia charyzmatem Światło-Życie Kościołowi lokalnemu w Irlandii.
Misjonarz to ten który "przechodzi przez świat".
Kiedy za bardzo się zatrzymuje i chce pozostać w cieple, które stworzyła wspólnota, której służył i która zaczyna dojrzewać, wtedy traci ten poryw Ducha "który wieje tam gdzie chce".
Nasz święty werbista dla Chin, św.Józef Freinademetz, przeżył podobne wydarzenie będąc bardzo związany z chrześcijanami w Puoli. Po kilku latach stwierdził: "dobrzy chrześcijanie z Puoli przylgnęli zbyt blisko do mojego serca" i wtedy wiedział, że czas ruszyć dalej.
Przy tej okazji dodał swoją złotą myśl "Z wszystkich miejsc na świecie to jest dla mnie najlepsze, gdzie chce mnie mieć Bóg; drogi, które nam Bóg wyznaczył, są święte; niczego nie obawiajmy się bardziej niż tego, by je opuścić. Idźmy zawsze tam, dokąd nas woła, a pozostańmy tak długo, aż każe nam odejść"
Żyjąc tą dokonującą się zmianą, wczoraj, zupełnie niespodziewanie Sara z Irlandii Północnej, którą poznałem właśnie za czasów dawnych priorytetów irlandzkich opublikowała na Instagramie myśl (nie znalazł bym jej, gdyby mnie inna irlandzka znajoma nie otagowała w komentarzu). Dla mnie osobiście jej refleksja i przypomnienie tego, co przeżyliśmy kilka lat temu, to nie tylko sentymentalne wspomnienie (trzeba kliknąć na zdjęcie aby rozwinęła się całość), ale potwierdzenie kierunków misji, które od samego początku sprowadziły mnie do Irlandii.
<img loading="lazy" src="/fb-media/Photos_1094962741906/10216868981824452.jpg" alt="## (Wpis #dla_bliskich_znajomych)
Jeszcze zanim nadeszła pandemia w obecną naszą historię, krótko przed tym, wydarzenia">