Niedziela powinna być szczególnym cotygodniowym intensywnym…
Niedziela powinna być szczególnym cotygodniowym intensywnym doświdczeniem mocy i radości ze Zmartwychwstania Chrystusa, z którego wynika cała nasza tożsamość.
Jak bowiem uczy nas słowo Boże w pierwszym liście do Koryntian: "jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara. Okazuje się bowiem, żeśmy byli fałszywymi świadkami Boga, skoro umarli nie zmartwychwstają, przeciwko Bogu świadczyliśmy, że z martwych wskrzesił Chrystusa. Skoro umarli nie zmartwychwstają, to i Chrystus nie zmartwychwstał. A jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara i aż dotąd pozostajecie w swoich grzechach (...)Jeżeli tylko w tym życiu w Chrystusie nadzieję pokładamy, jesteśmy bardziej od wszystkich ludzi godni politowania. "
Co niedzielę więc nie tylko uznajemy, że Jezus Zmartwychwstał, ale wyznajamy, że my także zmartwychwstaniemy. Że ostatecznie nie będziemy tylko "duchami w niebie" ale będziemy jako zbawieni kiedyś w uwielbionym z ciele, ale realnym ciele, a nie obecności eterycznej.
Ta pieśń to właśnie takie wyznanie z mocą, że grób nas nie zatrzyma. Jej melodia i referen pochodzą od Claude Ely, który jako mały chłopiec 12 letni w latach 30' umierał na gruźlicę. Otrzymał wtedy od wujka gitarę aby sobie grał na swoim łożu boleści. Kiedy zgromadzona wokół niego rodzina modliła się, to wg światków, powiedział im "Nie umrę", wziął gitarę i zaczął śpiewać pieśń z tym refrenem. Został uzdrowiony i przez wiele lat był pentakostalnym głosicielem. Umarł kilkadziesiąt lat później, kiedy w czasie niedzielnego nabożeństwa śpiewał pieśń "Gdzie mógłbym pójść, jeśli nie do Pana". Zasłabł i umarł na miejscu na zawał serca.
Są pieśni które zawierają w sobie szczególną pamięć Bożej obecności, myślę ta właśnie taka jest :) Brzmieniowo nie jest to praise&worship ale południowo-amerykańśki teksański styl.