Już jutro kolejna 73. rocznica wyzwolenia niemieckiego obozu…
Już jutro kolejna 73. rocznica wyzwolenia niemieckiego obozu zagłady KL #Auschwitz - Birkenau. Tak się składa, że w tym miesiącu wracam (bo już kilkanaście lat temu je czytałem) do listów, które z różnych więzień pisał do rodziny młody Franciszek #Blachnicki.
W obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu otrzymuje on nr 1201. Spędził tam ostatecznie razem 14 miesięcy, z tego 9 z nich w tzw. karnej kompanii. Jeden miesiąc w tym samym bunkrze, w którym rok później zmarł Ojciec Maksymilian Kolbe.
Po latach tak wspomina o tym: "Musiałem się liczyć z tym, że z dnia na dzień mogę się znaleźć w krematorium. Wówczas to odczułem, jak niewiele wspólnego z życiem ma to chrześcijaństwo, które przyjęliśmy wraz z wychowaniem. Moje chrześcijaństwo, humanistyczne ideały, nie wystarczyły w tej granicznej sytuacji..., a jednak Oświęcim to cały łańcuch cudów Opatrzności, z którego wyszedłem ocalony jak Daniel z jaskini lwów lub młodzieńcy z pieca ognistego"
Tylko pięć osób przeżyło kompanię karną, a jedną z nich był Franciszek Blachnicki. Sam później odczyta swój związek Maksymilianem Kolbe, kiedy dowie się, że dzień jego ułaskawienia z kary śmierci będzie pierwszą rocznicą śmierci o. Kolbego.
Listy więzienne pokazują też bardzo emocjonalnego, młodego Franciszka. Piszącego wiersze, bardzo uzewnętrzniającego swoje uczucia wobec bliskich. Porównując zapiski z końca jego życia z tymi listami, jak na dłoni widać jak ogromny proces duchowy dokonał w nim Duch Święty.