Miałem dziś możliwość posłużyć swoim głosem aby list KEP mógł…
Miałem dziś możliwość posłużyć swoim głosem aby list KEP mógł zabrzmieć w uszach wiernych na jeden z porannej Mszy Świętych w mojej rodzinnej parafii. Dużo w nim odwołań do minionego synodu, aczkolwiek gdybym samodzielnie nie śledził sytuacji, to z listu odniósłbym wrażenie iż synod był kolejnym spokojnym zjazdem biskupów, gdzieś daleko w Rzymie. Końcowe odniesienie przypominające nauczanie o przyjmowaniu Komunii Świętej w sytuacji życia w związkach niesakramentalnych wskazuje jednak jakoś na istniejące ''napięcie" w tym obszarze. Cieszy jednak odwaga wskazania radykalizmu Ewangelii dwóch sytuacji. Pierwszej, gdy nie ma obiektywnej konieczności do pozostania ze sobą: do porzucenia wspólnej drogi życia. Drugiej, gdy nie ma "po ludzku" możliwości rozstania: do wejścia na drogę do życia we wstrzemięźliwości. Oczywiście dla części ludzi w Kościele, może to być już przesadny rygoryzm. Tak zresztą tę kwestię podsumował obecny ostatnio w polskich mediach Austen Ivereigh, autor książki o papieżu Franciszku (w Irlandii medialne "szaleństwo" wokół tej książki przeżywaliśmy wiosną) w rozmowie z Tomasz Terlikowski w jednym z ostatnich numerów "Do Rzeczy".