#refleksjanazakończeniednia Wydaje mi się, że im bardziej człowiek…
refleksjanazakończeniednia
Wydaje mi się, że im bardziej człowiek wchodzi we własną duszę i skutki jakie w niej zostawia wciąż dotknięcie grzechem pierworodnym, to odkrywa coraz jaśniej, że "z siebie samego" niemożliwym jest aktualizować prawdę o miłości Boga wobec każdego człowieka "na zawołanie" w codziennym doświadczeniu. Oczywiście, na poziomie racjonalno-dogmatycznym w jednej sekundzie uznamy to za prawdę, że Bóg kocha bezwarunkowo każdego człowieka i pragnie jego szczęścia/zbawienia.
Dużo trudniej w codzienności spraw mieć "spojrzenie Jezusa" wobec spotykanych osób, bądź wobec tych, które w myślach przelatują albo przez wirtualny świat komunikacji w naszej świadomości zaistnieją.
Stąd wciąż i wciąż z głębokości wołamy do Boga słowami Psalmisty: "Pokrop mnie hizopem, a stanę się czysty, obmyj mnie, a nad śnieg wybieleję. Spraw, bym usłyszał radość i wesele: niech się radują kości, któreś skruszył! "
Ale myślę sobie, że samo doznawanie prawdy o pustce w nas i niezdolności do wzbicia się na wyżyny miłości poza naszą własną emocjonalno-duchową korzyść, to już jakiś owoc łaski i przestrzeń na wołanie do Ducha Świętego. "Obmyj co nieświęte, oschłym wlej zachętę, ulecz serca ranę..."