#recenzja filmu Tam, gdzie da się żyć Parę osób mnie tagowało przy…

recenzja filmu Tam, gdzie da się żyć

Parę osób mnie tagowało przy tym materiale (m.in. Piotr i Elżbieta) ale także i tu i tam, szczególnie sporo Polaków tu mieszkających, wrzucało info o tym filmie, czas więc wypowiedzieć się o produkcji. Myślałem, że zrobię to dopiero za 2 tygodnie, bowiem wybierałem się na projekcję jaka będzie w Dublinie wraz udziałem reżyserki, ale udało się wcześniej. Więc do dzieła. Będzie przydługawo więc zostaną ze mną zapewne tylko bardziej zainteresowani tematem :)

Na początek wyrazy uznania za podjęcie się filmowego opisania tematu młodej fali emigracji po 2004 roku. Czym więcej takich dzieł będzie powstawało, tym bardziej ten fenomen będzie obrazowany wyraźniej: i dla odbiorców w Polsce i dla samych emigrantów, by mogli przeglądać się jak w lustrze. Z filmu dowiadujemy się o ich życiu i wrażeniach na wyrywki, poszczególne działy rozdzielone są tablicami, które nam sugerują czego owe wypowiedzi będą dotyczyły.

Słyszałem wcześniej, że film jest dość emocjonalny. Mój odbiór taki nie był. Zapewne z kilku powodów. Jednym z nich jest to, że film oglądałem też pod kątem krytyki warsztatu filmowego (o czym za chwilę). Kolejnym jest fakt, że sam nie mam tożsamości emigranta, bowiem nie emigracja sprawiła, że jestem w Irlandii. Niekiedy podkreślam to, że obecność Polaków w Irlandii nie była powodem przeznaczenia misyjnego jakie otrzymałem niespełna 5 lat temu przed złożeniem ślubów wieczystych. Choć oczywiście, dzieląc podobny etos życia na Zielonej Wyspie, bliskie mi są także losy moich Rodaków. Stąd sam film nie ukazał mi nic nieznanego z fenomenu emigracji. Nie chwycił mnie też za serce. Potraktowałem go jedynie jako głos w sprawie, jeden z wielu (mam nadzieję, że z czasem będzie ich więcej).

Nieco krytyki produkcji:

\1. Produkcja tak naprawdę powinna nazwana być bardziej reportażem niż filmem dokumentalnym. Spotykamy rozsypkę wypowiedzi, w dodatku z tak różnych trzech rzeczywistości jak Republika Irlandii, Irlandia Północna i dwa wycinki Wielkiej Brytanii. Zbyt dużo mamy tu tzw. "talking heads" a za mało opowieści (także w bogactwie zdjęć) , która by nas zabrała nieco w codzienność emigrantów. Jedyna próba tego ukazana jest w przypadku małżeństwa z Waterford ( Krzysiek Wisniewski i Eeva Veesneevska). Gdyby rozbudować tę historię i skupić się na jeszcze 2-3 podobnych, film byłby bardziej barwny a tak to jest utrzymany w konwencji sondy ulicznej. Sugeruje to też obecność widocznego mikrofonu w kadrze. W dokumentach filmowych to raczej niestosowana forma. Rozumiem że to być może wynik ograniczenia personelu, sprzętu i finansów. Stąd jednak bezpieczniejsza forma to reportaż a nie film dokumentalny.

\2. Moim zdaniem dużym błędem było zrobienie jednego filmu o "życiu na wyspach". Dla widzów w Polsce być może te dwie wyspy na krańcu Europy to wciąż "Wyspy Brytyjskie", ale konteksty te są jednak drastycznie odmienne. Szczególnie, że bardziej rozbudowana jest irlandzka strona dokumentu. Natomiast niedopuszczalnym jest już tak zmontowanie jednej sceny, że ktoś zaczyna mówić jacy są Irlandczycy, i kolejne osoby dodają coś od siebie a w środku mówi dziewczyna z... Londynu?!

\3. Niestety filmowi brakuje też balansu (mam świadomość, że nie zawsze łatwo go zachować, ale ten brak zawsze należy wskazywać na przyszłość). Filmu nie pokazałbym Irlandczykom (gdyby miał angielskie napisy), gdyż niektórzy mogliby odebrać jako dla nich obraźliwy. Oto jedna dziewczyna twierdzi, że są oni zawistni o pracę jaką mają imigranci. Takie zdanie oczywiście jest uprawnione. Brakuje jednak innego doświadczenia, a po tylu latach mieszkania myślę, że sporo Polaków powiedziało by co innego.

Brak balansu widoczny jest też w braku osób, które mają odmienne doświadczenie życia na wyspie, są dobrze zasymilowani i nie spoglądają z tęsknotą w kraj lat dziecinnych. Tacy też istnieją (np. żyjąc w małżeństwach mieszanych narodowo).

\5. Film z mocnym podtekstem politycznym wobec obecnej władzy w Polsce (wydawca filmu oczywiście jasno sugeruje zaangażowanie polityczne). To też uprawniony sposób oskarżania w granicach wolności formułowania opinii. Jednak warto byłby też zaznaczyć, że owe fale emigracyjne potoczyły się za 3 różnych rządów w Polsce.

Gdyby oceniać w skali szkolnej, to film oceniłbym na dobry z minusem.

<img loading="lazy" src="/fb-media/Photos_1094962741906/10203464391238065.jpg" alt="#recenzja filmu Tam, gdzie da się żyć

Parę osób mnie tagowało przy tym materiale (m.in. ">

← Wróć do biblioteki