Ostatnie dni doświadczam dużego kontrastu. Jestem jego generalnie…
Ostatnie dni doświadczam dużego kontrastu. Jestem jego generalnie świadomy ale jakoś ostatnio dociera do mnie ze zdwojoną siłą.
Z jednej strony słucham, doświadczam, spotykam ludzi przemienionych przez Ewangelię u których czasem "jak na dłoni" widać jak pozwalają się przemieniać Duchowi Świętemu. Czuję, że przy nich rosnę.
Z drugiej strony z różnych stron dociera do mnie przekaz innych osób, z którymi łączy mnie przynależność do jednego Kościoła a jednak, ich słowa jak "noże" i pewne, nazwałbym to, zasklepione w sobie przekonanie o "zdobyciu prawdy" szczególnie wobec właśnie rzeczywistości wiary i Kościoła. A jednak te głosy sprawiają, że "coś" ściąga mnie w dół. A raczej, że mocno by mnie ściągnęło, gdybym owym głosom uwierzył.
I myślę sobie (bez przypisywania sobie nieomylności wobec tego wniosku), że jeśli nie wszystko, to bardzo wiele rozbija się o tę rzeczywistość: czy jesteś uczniem Jezusa? Czy umiesz się tak zidentyfikować, jako ten który się uczy - uczy Ewangelii?
Uczniowie Pana, wprowadzający w doświadczenie bycia uczeniem Jezusa w Kościele - pilnie potrzebni.