Krótki wpis o zmaganiach w przeżywaniu narodowej tożsamości. W…

Krótki wpis o zmaganiach w przeżywaniu narodowej tożsamości.

W przeciągu dwóch dni miałem okazję doświadczyć dwóch zupełnie odległych postaw. Wczoraj spędziłem poranek z jedną Polką, już w nieco podeszłym wieku, która spędziła w Irlandii prawie 35 lat życia, za męża mając Irlandczyka. Co więcej i za młodu mieszkała poza Polską. Jednak przywiązanie do narodowej tożsamości, historii i kultury biło z niej przeogromne. (Jeszcze się coś z tego medialnego urodzi za jakiś czas, bo jej życie i doświadczenie to materiał na film dokumentalny)

A dziś, miałem rozmowę z jedną panią z Ukrainy, której nie widziałem parę miesięcy i tak ot zapytałem o przeżycia związane z ostatnimi wydarzeniami, bo kiedyś rozmawiałem z nią nieco o Ukrainie. Tym razem zbyła temat a na koniec powiedziała, że ona już nie jest Ukrainką tylko Irlandką (myślę że jest tu ok 10 lat), ma obywatelstwo więc jest prawdziwą Irlandką. Pomyślałem sobie, że nie będę ciągnął tematu. Już samo takie wyznanie pokazuje na wewnętrzny dramat osobisty jaki musi się w niej rozgrywać przy takich słowach. Zresztą mówiąc to, nie dostrzegłem, aby tryskała z niej radość.

(foto ilustracyjne: zrobiłem je w czasie spaceru po lesie, w czasie żałoby narodowej po katastrofie smoleńskiej, jako że to był czas mojego ciągle świeżego powrotu po doświadczeniu irlandzkim, fenomen poruszenia narodowego jakie wtedy miało miejsce odbierałem z podwójnej perspektywy, także "crosskulturowej" - jak to mówimy w werbistowskim języku)

<img loading="lazy" src="/fb-media/Photos_1094962741906/10201719383933973.jpg" alt="Krótki wpis o zmaganiach w przeżywaniu narodowej tożsamości.

W przeciągu dwóch dni miałem okazję doświadczyć dwóch zupe">

← Wróć do biblioteki